Czas spędzony w Nowym Jorku na pewno nie był relaksem!

Wręcz przeciwnie, każdy dzień obfitował w maksymalną dawkę zwiedzania, nie tylko kultowych, najbardziej rozpoznawalnych nowojorskich miejsc, ale przede wszystkim tych mniej uczęszczanych przez turystów. Moim odkryciem nr jeden tegorocznego wyjazdu do Big Apple było urokliwe West Village. Na tym małym fragmencie Manhattanu chciałam oprzeć dzisiejszy wpis! Zapraszam…

To właśnie spacerując w tej okolicy możecie zobaczyć kultową kamienicę z amerykańskiego serialu Friends, schodki prowadzące do drzwi wejściowych w miejscu, w którym Carrie Bradshaw miała swoje ukochane mieszkanie czy po prostu oglądać zapierającą dech architekturę budynków tonącą w morzu kwitnących drzew. W tym roku wyjątkowo późno wiosna zawitała na wschodnie wybrzeże USA, zwykle pod koniec kwietnia wszystko już kwitnie, tym razem proces ten, ze względu na pogodę, został opóźniony. Ale, co się odwlecze to nie uciecze 🙂 

Nowy Jork żyje swoim życiem.

Energia tego miasta to jest zjawisko, którego nie potrafię opisać słowami. Na pewno znajdą się osoby myślące podobnie jak ja, ale zdaje sobie sprawę, że to miasto może mieć równie dużo wrogów. Dlatego tym bardziej zachęcam Was, aby podczas planowania ewentualnej wizyty nie ograniczać się do Times Square czy innych obleganych zachłannie przez turystów miejsc. Są one zatłoczone i, niestety, często brudne, a także pełne bezdomnych, liczących na doraźną pomoc wycieczkowiczów. Nie jest to zachęcający widok…

Cieszę się, że podczas jednego ze spokojnych spacerów, kiedy nie musieliśmy pędzić na wyznaczoną godzinę do jednej z nowojorskich atrakcji, mogliśmy w spokoju przechodzić kolejne przecznice zachodniej części środkowego Manhattanu.

West Village to głównie północny fragment Greenwich Village, który na swoim górnym krańcu graniczy z Chelsea,  a wygodną drogą do niego prowadzącą jest The High Line- deptak stworzony na naziemnej, niedziałającej trasie metra. My nasz spacer rozpoczęliśmy od wizyty przy Washington Square Park i kroki skierowaliśmy na północny-zachód w poszukiwaniu serialowej kamienicy PrzyjaciółStąd niedaleka droga do telewizyjnej sąsiadki Monici czy Joey’a- Carrie Bradshaw, głównej bohaterki serialu Sex w wielkim mieście  (Sex and The CityThe City to dla jego mieszkańców oraz osób dojeżdżających tu z pobliskich miejscowości po prostu Nowy Jork; zauważyłam, że nikt nie wymawia tam nazwy Nowy Jork, funkcjonuje po prostu The City- are we going to The City? Did you enjoy The City? I tak cały czas!)

Ciekawostka– Sarah Jessica Parker, serialowa Carrie, faktycznie mieszka w tej okolicy 😉
Ciekawostka nr 2– Sarah Jessica Parker jest miłośniczką zespołu New York City Ballet, dosłownie się z nią “minęłam”, ponieważ 2 maja oglądałam spektakl NYCB, a następnego dnia odbywała się ich wielka Gala Baletowa, na której Sarah pojawiła się ze swoimi córkami 🙂

Idąc dalej na północ zmierzaliśmy w kierunku miejsca, które bardzo chciałam odwiedzić na popołudniowy lunch- Old Rose. Znalazłam to miejsce przypadkowo na Instagramie zanim jeszcze cała idea tegorocznego wyjazdu do USA się narodziła i nieśmiało marzyłam, że przyjemnie byłoby pewnego dnia pójść tam na śniadanie czy lunch. Nie sądziłam, że moje plany tak szybko się zrealizują! I oczywiście nie żałuję! Szczególnie zasmakowały nam prażone ośmiorniczki oraz makaron fusilli pesto. Spójrzcie na te wnętrze… czyż nie jest wyjątkowe?Po lunchu udaliśmy się w kierunku wspomnianego wcześniej The High Line i przeszliśmy kilka przecznic w górę, aby następnie znaleźć metro i podjechać do Rockefeller Center… Ale to już temat na osobny wpis! Widoki w niektórych miejscach są naprawdę zdumiewające!

Widoczne poniżej przejście między budynkami skłoniło mnie do założenia point! Wiedziałam, że przecież muszę mieć baletowe zdjęcia z Nowego Jorku! Przechodnie byli zachwyceni a nawet bili brawo hahaha 😉

Jeśli mnie pamięć nie myli (na pewno nie!) to z High Line zeszlismy przy 23 ulicy, czyli w samym sercu Chelsea. Jest jedna rzecz, której bardzo żałuję- nie znaleźliśmy czasu na odwiedzenie tutejszego Chelsea Market a wiem, że dużo osób bardzo to poleca. No cóż… następnym razem 😉To była moja czwarta wizyta w Nowym Jorku. Pierwsza, z której przywiozłam… ponad 5000 zdjęć!! Tyle znajduje się ich łącznie w moim telefonie, mojego męża oraz dwóch kartach pamięci do aparatu… sama nie mogę w to uwierzyć… ale nie martwcie się! Spora część z nich się powtarza więc pokażę Wam ich tylko około 4000, może być? 😉

Następny post z nowojorskiej serii już niebawem! Jeśli planujecie wizytę w tym mieście, chętnie odpowiem na Wasze pytania! Nie jestem ekspertem, jestem po prostu turystką, która w moim odczuciu wycisnęła z Wielkiego Jabłka w ciągu łącznie 7 dni jak najwięcej! 

MIŁEGO DNIA!

SIMPLE.DANCER

13 komentarzy

  1. Bardzo ciekawy wpis – zdjecia oglada sie z przyjemnoscia, a czyta sie swietnie. Z niecierpliwoscia czekam na nastepne!!!

  2. Moje koleżanki były dwa lata temu w Nowym Jorku, a są to kinomaniaczki! Wykupiły wycieczkę właśnie po takim filmowym Nowym Jorku i przesłały mi zdjęcie sprzed domu Carrie. Uwielbiam ten serial, a Twoje zdjęcia cudne!

  3. Właśnie wróciłam z NYC! Byłyśmy chyba mniej więcej w tym samym czasie 🙂 Z wielką przyjemnością przeczytałam ten wpis i przy okazji “odkryłam” Twojego bloga. Bardzo się cieszę. Pozdrawiam serdecznie

Napisz komentarz