mostbet

bittorrent

Где поесть в Калининграде

посуточно калининград

снять квартиру посуточно калининград

bittorrent download

Filozoficzne wynurzenia matki baletnicy

Wszyscy znamy pojęcie perfekcjonizmu

Bycie zawodowym tancerzem równoznaczne jest z byciem perfekcjonistą. Uczymy się tego od najmłodszych lat, od – teoretycznie- najprostszych elementów techniki tańca klasycznego. Stanie przy drążku w zadanej pozycji będzie trwało tak długo, aż osiągniemy maksimum swoich możliwości w danym momencie w jej wykonaniu. Niezależnie czy stoimy na dwóch nogach, czy na jednej. To uczy nas cierpliwości choć rozumiem, że wielu z Was może mieć w tej chwili do tego stwierdzenia ambiwalentne podejście. Z jednej strony rozumiemy, że balet jest ogromnie wymagający, z drugiej możemy zadawać sobie proste pytanie- ale po co?

Wymagające treningi to jedyna droga do osiągnięcia sukcesu?

Pod wieloma względami taniec klasyczny jest jak najtrudniejsze sporty wyczynowe. W dużej mierze osoby wybierające drogę zawodową (aby zostać tancerzem scenicznym) zaczynają treningi w bardzo młodym wieku. Ma to oczywiście również znaczenie pod kątem fizycznego i psychicznego rozwoju młodego człowieka. Pod względem anatomicznym próg 10 lat jest dobrym momentem na rozpoczęcie profesjonalnych ćwiczeń (między innymi w kwestii tańca w pointach), ale ze strony psychologicznej duży procent młodzieży w tym wieku nie ma sprecyzowanych marzeń odnośnie swojej przyszłości, a balet może okazać się jedynie przelotną pasją- im więcej ciężkich treningów i świadomości jak bardzo są one wymagające, tym większa weryfikacja następuje co do naszych planów związanych z zawodową karierą tancerza.

Również odpowiednie warunki fizyczne, czyli to jak nasze ciała są zbudowane, mogą warunkować nasze podejście do ciężkiej pracy już od najmłodszych lat. Ciało, które ma naturalne predyspozycje może łatwiej przyswajać materiał związany z nauką tańca klasycznego. Nie oznacza to, że brak idealnych warunków nas dyskwalifikuje. Determinuje to jednak jeszcze większy wysiłek, który sami świadomie musimy włożyć w nasze ciało, aby zadane elementy zostały wykonane poprawnie względem estetyki tańca klasycznego.

Możecie sobie zadać pytanie – ale czy w ogólnym rozrachunku jest to takie ważne?

Wyżej napisałam, że pod wieloma względami balet jest sport. Jeśli mamy dyscyplinę, w której uczestnictwo i przyznane miejsce podczas zawodów warunkuje punktacja, to oceniane są umiejętności i poprawność ich wykonania. W pierwszym momencie do głowy przychodzi mi łyżwiarstwo figurowe czy gimnastyka artystyczna. W tych dyscyplinach także warunki psycho-fizyczne mają kolosalne znaczenie. To między innymi zgoda na ból, którego nie unikniemy trenując kilka razy w tygodniu po kilka godzin dziennie. 

 

Ból ciała? Na własne życzenie? Nie szanujesz siebie!

Tak. Usłyszałam kiedyś takie zdanie. Ćwicząc codziennie, po kilka godzin, eksploatujemy nasze ciała do granic możliwości. Często ten wymagający trening jest powodem, dla którego niektórzy rezygnują. Pamiętajmy, że każdy z nas jest inny- jeden odnajduje pasję w gotowaniu czy malowaniu, inny w ćwiczeniach. Dlatego tak ważne są nasze uwarunkowania mentalne. Osobiście nie wyobrażam sobie, jak można morsować, jednak rozumiem i szanuję tych, którzy to robią, bo zwyczajnie to lubią. Podobnie jest z baletem- robisz to, bo to lubisz. Już kiedyś o tym pisałam i moje zdanie w tym temacie nie uległo zmianie- nie wyobrażam sobie pracować w zespole z ludźmi, którzy nie lubią ćwiczyć i tańczyć. Jaki miałoby to sens?

Dbanie o ciało

Nie możemy zapominać o prawidłowej regeneracji tak zmęczonego ciała. Tylko wypoczęci możemy codziennie na nowo podejmować trud wynikający z obowiązku utrzymywania formy. W zawodzie tancerza to jest bardzo ważne, bo tylko będąc w odpowiedniej formie wykonamy zadaną choreografię na profesjonalnym poziomie, a za to płacą widzowie- i to niemałe kwoty! Dbanie o siebie to rutyna każdego tancerza, ale może ona być różna w zależności od naszych osobistych potrzeb.

Zrównoważona i prawidłowo zbilansowana dieta oraz suplementacja to moja codzienność (choć pozwalam sobie na jedzeniowe guilty pleasure, w końcu jestem tylko człowiekiem). Prawidłowe funkcjonowanie organizmu pozwala na codzienne podejmowanie ciężkiego wysiłku fizycznego. Nie oznacza to oczywiście, że zawsze jestem pełna werwy i nieustającej chęci do treningu. Oczywiście, że miewam gorsze dni, jestem zmęczona, potrzebuję więcej snu. Ale wiedząc i mając świadomość ile mam do wykonania pracy tak rozplanowuje sobie dni, aby czasie wolnym faktycznie maksymalnie wypocząć i, przede wszystkim, się wyspać. Inaczej było jak miałam dwadzieścia parę lat 😉

Więcej o tym jak tancerze regenerują swój instrument pracy, czyli ciało, przeczytacie w jednym z moich felietonów na portalu TaniecPolska: https://taniecpolska.pl/krytyka/troska-o-cialo/

Jaki macie do tego stosunek? Jesteście osobami, dla których wysiłek fizyczny to coś normalnego, czy jednak to niepotrzebne męczarnie?

SIMPLE.DANCER

 

Balet- moja pasja, moje życie, moja praca

Balet – moja pasja. Długa przerwa w blogowaniu, zero przerwy w tańczeniu i nauczaniu

Od ponad 15 lat tańczę zawodowo. Praca artystki baletu to coś, dzięki czemu zarabiam na życie choć dla wielu osób to abstrakcja. Dalej tak sobie tańcujesz? – takie pytanie usłyszałam kiedyś od starego znajomego, spotkanego przypadkiem na przystanku tramwajowym. Tymczasem, tancerka czy tancerz sceniczny – taki tytuł zawodowy posiadamy po ukończeniu szkoły baletowej- to praca na etacie (oczywiście nie tylko) jak wiele innych zawodów. Mamy ustalony czas pracy, w zależności od repertuaru jest on bardzo elastyczny. Jeśli mamy zaplanowane spektakle to oczywiście pracujemy wieczorem, a próby rano też się odbywają.

Przez ostatni czas – lata pandemii, kryzysu gospodarczego i wielu innych sytuacji – zatraciłam się totalnie w tym,  co znam najlepiej – w balecie. Balet to moja pasja, moje życie i po prostu moja praca. Na opowiadaniu o tym, jak wygląda życie tancerki od kulis stworzyłam swoje miejsce w sieci – SIMPLE.DANCER’s life. Przez to, że całe dnie spędzałam na pracy, cieżko było mi zrównoważyć czas pomiędzy teatrem i nauczaniem a czasem wolnym. W końcu zostałam też mamą i każdą możliwą chwilę chcę spędzać z synkiem. Po pandemii, kiedy teatry całkowicie wznowiły swoją działalność i era nagłego odwoływania przedstawień w końcu się zakończyła, pracy zrobiło się dwa razy więcej.

W pewnym momencie ten pęd spowodował, że prostszy w użyciu Instagram całkowicie pochłonął treści, które miałam Wam do przekazania, ale wcale nie zaoszczędziło mi to czasu. Wiele osób w dalszym ciągu błędnie zakłada, że praca w mediach społecznościowych to dwie minuty – zrobienie zdjęcie i już. Tymczasem za każdym zdjęciem musi stać pomysł i przekaz, jeżeli chcemy, aby treści przez nas kreowane miały znaczącą wartość. Na Instagramie odbywa się to relatywnie szybciej, ale nadal wymaga od nas nakładu pracy i czasu. Przygotowanie wpisu na bloga to nawet kilka godzin siedzenia przed komputerem. Musiałam znaleźć złoty środek i starać się to wypośrodkować. Po prawie dwóch latach zrozumiałam mimo wszystko, że blog w dalszym ciągu jest mi potrzebny.

Balet – nauka dzieci, młodzieży i dorosłych

Poza aktywnym tańczeniem jestem nauczycielem tańca klasycznego. Uczę w warszawskiej szkole baletowej (w tej, którą sama ukończyłam) oraz w prywatnej szkole Młody Balet Polski z siedzibą w warszawskim Pałacu Kultury.

Będąc na studiach – pedagogika baletowa- zarzekałam się, że nigdy nie będę uczyć. Twierdziłam, że to nie dla mnie tymczasem w nauczaniu odnalazłam na nowo pasję do baletu tylko w innym wymiarze. Od początku lubiłam balet ze względu na jego estetykę oraz logikę. Metodyka nauczania i kolejno wprowadzenie tego w życie jako pedagog, umożliwiło mi zobaczenie jak bardzo technika tańca klasycznego ma sens.

Uwielbiam dostrzegać progres u uczniów, zarówno tych najmłodszych, jak i o wiele starszych. Wiedza i doświadczenie pomagają mi w tworzeniu dla Was treści edukacyjnych.

Ostatnie kilka tygodni Polski Balet Narodowy odpoczywał, ja do tego złapałam zapalenie krtani i nie mogłam wydobyć z siebie nawet pół słowa… ale teraz wracamy do pracy i przygotowujemy dla Was kolejne spektakle!

Już w ten weekend KREACJE 15, czyli kolejna edycja Warsztatu Choreograficznego dla tancerzy PBN. To wieczór baletowy przedstawiany na scenie kameralnej Teatru Wielkiego- Opery Narodowej złożony z miniatur choreograficznych stworzonych przez naszych tancerzy. Pod koniec stycznia powraca EXODUS/BIEGUNI-HARNASIE. Exodus to jeden z najbardziej ekscytujących spektakli w jakich miałam możliwość brać udział. Narastający dramatyzm i nieunikniona klęska ubrane w wymowną choreografię Anny Hop wbijają każdego widza w teatralny fotel…

Trochę było wymówek i tłumaczenia, ale mam nadzieję, że idea bloga w dalszym ciągu obrazuje to, co dla mnie najważniejsze- przybliżanie sztuki baletowej każdemu, kto chce się w niej odrobinę zanurzyć…

Wasza SIMPLE.DANCER

Współczesna „Giselle” Opery Bałtyckiej

Każdemu miłośnikowi baletu postać Giselle jest dobrze znana. To główna bohaterka baletu o tym samym tytule, opowiadającym o nieszczęśliwej miłości, zdradzie i wstydzie.

Prapremiera baletu „Giselle” odbyła się w Paryżu w 1841 roku. Muzykę skomponował Adolph Adam, choreografię wspólnie stworzyli Jean Coralli oraz Jules Perrot.

Ze względu na epokę, w której ów balet powstał, jego forma odzwierciedla podstawowe założenia romantyzmu. Są to między innymi, obok nieszczęśliwej miłości, zderzenie dwóch światów- realistycznego i nadprzyrodzonego, oraz ukazanie kobiety jako delikatnej i ulotnej zjawy. Pomimo, iż czytając te epitety w XXI wieku wydawać by się mogły one  błahe, to poruszone w balecie „Giselle” tematy są ponadczasowe. To między innymi miłosny mezalians i próba upokorzenia zakochanej młodej dziewczyny na oczach mieszkańców wsi, w której odbywa się akcja. Poruszone w balecie problemy znajdują swoje odzwierciedlenie w czasach współczesnych.

„Giselle” wystawiana jest w wielu teatrach baletowych na całym świecie.

Najczęściej spotkacie się z jej klasyczną wersją, czyli najbardziej zbliżoną do tej z pierwszej połowy XIX wieku. Jednak są choreografowie, którzy podejmują się przeniesienia tej historii w czasy współczesne. To między innymi szwedzki choreograf Mats Ek. On przeniósł akcję „Giselle” do… szpitala psychiatrycznego i zastosował technikę tańca współczesnego jako środek artystycznego wyrazu.

„Giselle” soliści oraz zespół baletu Opery Bałtyckiej

„Giselle” Opery Bałtyckiej

W 2018 roku zespół baletu Opery Bałtyckiej zaproponował swoją uwspółcześnioną wersję tego baletu. Za choreografię I aktu odpowiada Emil Wesołowski. Akt II, którego pierwowzorem był taniec willis z oryginalnej adaptacji, został przygotowany przez Wojciecha Warszawskiego oraz Izabelę Sokołowską-Boulton.

Emil Wesołowski,  autor I aktu, o pracy nad nową inscenizacją baletu „Giselle” w Operze Bałtyckiej:

Bardzo zależy mi na ukazaniu wszystkich niuansów emocjonalnych. Scenografię
robimy minimalistyczną. Główną rolę odgrywać będą bowiem gra świateł i barw oraz ruch.
Przyznam szczerze, że to niełatwe zadanie – bardzo trudno oderwać się od tych
ugruntowanych w tradycji klisz. Ta muzyka jest w ciele i w głowie, powiązana oczywiście
z określonym ruchem.

„Giselle” Opery Bałtyckiej to  dzieło odwołujące się do naszych czasów. Osadzona w nadmorskiej scenerii historia ukazuje wszystkie romantyczne założenia, a realizatorzy pokazują, że są to założenia nieobce również współcześnie. Kelnerka Giselle ulega urokowi przystojnego Alberta, który nad morze przyjechał się zabawić. Kiedy jednak dziewczyna odkrywa, że chłopak jest zaręczony, w dodatku z warszawską celebrytką, czuje się oszukana i wykorzystana, w efekcie zaś topi się w morskiej
toni – opowiada Wojciech Warszawski, kierownik baletu, odpowiedzialny za choreografię II aktu.

Jeśli chodzi o napięcie między bohaterami i o cały ciąg przyczynowo skutkowy: są one w dużej mierze zgodne z oryginalnym librettem. Zmieniamy natomiast czas i miejsce, przenosząc opowieść nad współczesne nadmorskie wybrzeże. II akt przygotowaliśmy w oparciu o choreografię Jeana Coralliego i Jules’a Perrota, uwspółcześniając jednak tę estetykę – opowiada Izabela Sokołowska- Boulton, baletmistrz, twórczyni choreografii II aktu.

TRANSMISJA BALETU „GISELLE” OPERY BAŁTYCKIEJ

Zespół baletowy oraz kierownictwo baletu Opery Bałtyckiej zapraszają wszystkich miłośników sztuki tańca do obejrzenia transmisji spektaklu w piątek (19.03.2021, godz. 19)  oraz sobotę (20.03.2021, godz. 18).

Dostęp do transmisji jest płatny, dostęp możecie wykupić pod tym linkiem.

Ja na pewno będę oglądać, ponieważ jestem bardzo ciekawa choreografii opartej na technice tańca klasycznego, ale jednak uwspółcześnionej. Ciekawa jestem również kostiumów autorstwa mojej koleżanki z Polskiego Baletu Narodowego, Marty Fiedler.

Z czym wiąże się praca baletnicy?

W dzisiejszym poście (który pojawia się tutaj po dłuuugiej przerwie) poruszam kilka aspektów dotyczących mojej pracy w teatrze, w zespole baletowym. Wpis powstał w związku z wieloma zadawanymi przez Was pytaniami na Instagramie i nie tylko. Zapraszam Was do czytania 🙂

Tancerka, artystka baletu czy baletnica?

Przyzwyczaiłam się, że dla szerokiego grona odbiorców jestem baletnicą. Pomimo, że etymologia tego słowa sięga XIX wieku kiedy oznaczało, ni mniej ni więcej, ‘pannę lekkich obyczajów’ to w dzisiejszych czasach przyjęło się to jako określenie zawodu tancerki baletu. Kiedyś ktoś mnie zapytał “to jak mam mówić? Balerina?” Z kolei to określenie, wg mnie, narzuca pewną wyniosłość czy wyższość, a chyba zdążyliście już zauważyć czytając mojego bloga czy Instagrama, że tancerki są w zupełności normalne. Ale z dwojga złego, baletnica lepsza niż baletniczka, nie? 😉

Czy jak pracujesz w teatrze to masz czas na inną pracę?

Z reguły nie i tancerze nie podejmują dodatkowego zatrudnienia. Wyjątek stanowi na przykład zatrudnienie w szkole baletowej lub prywatnych szkołach baletowych, gdzie czas pracy można dostosować do naszego czasu wolnego od pracy w Polskim Balecie Narodowym. Jak wiecie, ja pracuję w szkole, ale wraz ze mną moja jedna jeszcze koleżanka z zespołu Polskiego Baletu Narodowego. Lekcje mamy zawsze o 8 przez półtorej godziny, dlatego bez problemu zdążamy na 10 do pracy w teatrze. Wielu tancerzy prowadzi zajęcia nie tylko z tańca klasycznego, ale także ze zróżnicowanych technik wspomagających, np. Pilates. Najczęściej udaje im się to zrobić po godzinach naszej pracy (o czym przeczytacie w dalszej części wpisu).
Tancerze podejmują się także prac dodatkowych np. przy reklamach czy interdyscyplinarnych projektach artystycznych. Wszystko na miarę możliwości pogodzenia tego z pracą w teatrze. Jak widzicie, ta praca to dla każdego z nas priorytet i przysłowiowy numer jeden. Ja sama z kilku reklam czy projektów musiałam  na przestrzeni lat rezygnować ze względu na zazębianie się dni zdjęciowych z godzinami prób. Owszem, mogłabym wziąć dzień wolny… ale moim priorytetem są spektakle Polskiego Baletu Narodowego.

Czas wolny

Stereotyp o tym, że baletnica nie ma czasu wolnego nie wziął się znikąd. Prawdą jest, że tej pracy musimy się podporządkować i nie jest to regularna praca od 8 do 17. Pracujemy od wtorku do soboty i często w niedzielę, jeśli mamy tego dnia spektakl. Godziny naszej pracy to 10-18, ale nie zawsze mamy tyle godzin prób. Bywa, że mamy ich 2 lub 3 godziny. Musimy również być czujni, bo często zaplanowane próby ulegają zmianie ze względu na wiele najróżniejszych czynników- kontuzja, nagłe zastępstwo i inne niezaplanowane wydarzenia.

Stąd częste trudności w planowaniu czasu poza pracą, a jak wiecie w dorosłym życiu czeka na nas wiele najróżniejszych obowiązków. Trzeba się wybrać do banku, na pocztę, do urzędu. Zwykle takie sprawunki zostawiam na poniedziałek, bo wiem, że tego dnia pracy nie mam na pewno 🙂

Czy Ty w ogóle coś jesz?

Będę to powtarzać jak mantrę: jestem tancerką baletu, nie anorektyczką (ponownie Was uczulam- anoreksja to poważna choroba! Nie można używać tego określenia lekkomyślnie w stosunku do każdej napotkanej, szczupłej kobiety). Prawdą jest, że estetyka tańca klasycznego narzuca pewne standardy,  które musimy zaakceptować. Nie oznacza to w żadnym wypadku głodówki i szaleńczego pędu do bycia chudą, ponieważ wiadomo, że w przypadku zawodów związanych nierozerwalnie z wyczerpującą aktywnością fizyczną, najważniejsze jest zdrowie i kondycja. Aby dostarczać ciału niezbędnych kalorii potrzebnych do ćwiczeń ogromnie ważna jest zrównoważona dieta. Także tancerki jedzą, a o tym możecie przeczytać w tych dwóch wpisach: Czy baletnice jedzą czekoladę? oraz Odżywianie i dieta tancerza. 

Niezbędny baletowy ekwipunek- POINTY

To przede wszystkim pointy. W naszym teatrze (Teatr Wielki-Opera Narodowa) mamy zapewniane pointy przez naszego pracodawcę. Jednak to nie wygląda tak, że dostaję ich tyle ile mi się zamarzy. Każdą z nas obowiązuje tzw. przydział miesięczny lub kwartalny. To zależy od marki point jakich używamy. Ponieważ pointy marki Gaynor Minden teoretycznie uznawane są za najtrwalsze (niestety ich jakość drastycznie spadła w ostatnim czasie) to tancerka zespołu otrzymuje jedną parę na trzy miesiące. Point marki Bloch lub Freed of London otrzymujemy dwie pary w miesiącu. Koryfejki oraz solitki otrzymują jedną lib dwie pary więcej.
W teatrze istnieje także osobny magazyn z obuwiem zarezerwowanym jedynie na spektakle. Tam również mamy pewną pulę point przeznaczoną dla każdej z nas i zawsze przed większą ilością spektakli otrzymujemy na przykład dodatkową parę.
Więcej o baletowych akcesoriach, które znajdziecie w każdej baletowej torbie posłuchacie i zobaczycie w tym filmie:
[iframe width=”560″ height=”315″ src=”https://www.youtube.com/embed/AzfBv698qU4″ frameborder=”0″ allow=”accelerometer; autoplay; clipboard-write; encrypted-media; gyroscope; picture-in-picture” allowfullscreen></iframe]
MIŁEGO DNIA!!
SIMPLE.DANCER

Wartościowy sen i regeneracja

Gdy dom to częściowo również miejsce Twojej pracy- trudniej jest w nim o relaks i wyciszenie. W moim przypadku chyba jedynymi pomieszczeniami w mieszkaniu, w których nie pracuję są łazienka i pokój dziecka. Ale chyba sami najlepiej wiecie, że akurat w tych dwóch miejscach trudno o wyciszenie 🙂

Praca online wymaga od nas całkowicie innego porządku dnia niż stacjonarna. Moja przyjaciółka, która pracuje zdanie już od kilku lat ma ściśle ustalony harmonogram dnia, do którego zawsze się stosuje. Inaczej skupiałaby się bardziej na domu, niż na obowiązkach. Coraz więcej mam decyduje się na home office i naprawdę je podziwiam. Ja bez pomocy męża nie dałabym rady poprowadzić żadnych zajęć online. Włodek za bardzo chce wiedzieć co takiego ciekawego się pokazuje na ekranie komputera.

Do zajęć online zawsze podchodzę na 100% i nawet jeśli koryguję uczennice i uczniów to daje z siebie bardzo dużo. Dla mnie to jak praca na sali, tylko bez manualnej pomocy, co jest bardzo dużym utrudnieniem.

Tym chyba ciut za długim słowem wstępu chciałam zwrócić Waszą uwagę na to, jak ważny jest w naszym codziennym życiu sen i komfort tego snu.

Regeneracja i higiena dobrego snu

Bardzo ważna w tym czasie, dla niektórych przymusowego home office, jest higiena naszego snu. Pisałam o tym przy okazji wpisu o roli rodziców w edukacji baletowej- dzieci przed pójściem do szkoły muszą być naprawdę wyspane. Ale ni mniej, ni więcej dotyczy to także nas. To już nie ten okres w życiu, kiedy zarywanie nocy to coś naturalnego i rano i tak się było rześkim (albo to tylko ja tak mam?). Pracując w szkole, nawet zdalnie, później jadąc do teatru, wracając i będąc gotową do roli mamy na pełen etat, wymaga to wszystko ode mnie zdecydowanie większych zapasów siły i energii. Teraz, gdy do pracy mam krok od łóżka jest to nawet ważniejsze. Dlaczego? Bo chyba każdy z nas potwierdzi, że im bliżej do danego celu, tym łatwiej o niepowodzenie 😉 na przykład zaspanie!

Suplementacja magnezem to podstawa w dbaniu o dobry sen. Ale często dostaję pytania „co Ciebie relaksuje?” Wtedy zazwyczaj odpowiadam nicnierobienie …

Po głębszym zastanowieniu jednak analizuje to, co robię zwykle, gdy w końcu mam czas wolny. Najczęściej jest to wieczór, zwłaszcza w tym momencie, gdy obecnie każdy spędzam w domu, ponieważ nie gramy spektakli. Po położeniu Włodka spać „w końcu” mam czas tylko dla siebie i na moje wieczorne rytuały.

Lubię, gdy nic nie zakłóca moich przygotowań do położenia się spać. Wystarczy, że umycie włosów spędza mi sen z powiek 🙂 pielęgnacja i rytuał dbania o stopy to temat na osobny wpis (trochę już osób mnie o to prosiło, a ja cały czas testuję produkty jednej marki dla stóp i za jakiś czas na pewno Wam go opiszę). W końcu jak wiecie stopy baletnicy są okropne, zniszczone i zniekształcone 😉 a trochę o tym możecie poczytać w tym wpisie.

Do oczyszczania twarzy używam wody micelarnej marki Mixa. Na zakończenie niezmiennie od kilku lat na noc nakładam na twarz serum Estee Lauder Advanced Night Repair. Mam już naprawdę długo jedno opakowanie 75 ml, jest bardzo wydajne i skuteczne.

W czym do spania?

Pamiętam jak byłam zła jako nastolatka na mamę, że kupowała mi koszule nocne… przecież mieszkałam w bursie i taka koszula to był największy obciach 😀 poza tym, zawsze wygodniej było zejść do stołówki w piżamie. Nie wiem czy tylko ja tak mam, ale nie potrafię spać w długich spodniach od piżamy… czy tylko ja? Teraz już oswoiłam się z koszulami nocnymi, zwłaszcza, że teraz to one są do ludzi podobne, nie jak prawie 20 lat temu. Do snu wybieram wymiennie, albo lekkie piżamki, albo koszule nocne wyglądające jak zwykła koszula męska.

Jeśli natomiast Wy chcielibyście zadbać o dobry sen Waszych najbliższych (lub swój, oczywiście!) na stronie Astratex.pl znajdziecie ofertę ładnych piżamek, koszul nocnych czy szlafroków. Jest także kolekcja dziecięca 🙂 możecie znaleźć tam wiele innych propozycji, jeśli szukacie właśnie prezentów dla najbliższych, a wizja wizyty w przepełnionym centrum handlowym nie napawa Was optymizmem (mnie nie napawa…). Bielizna, topy i wiele innych w jednym miejscu, także dla mężczyzn. Jeśli należycie do tych osób, które zawsze w ostatniej chwili wybierają na prezent dla męża czy chłopaka skarpetki jak ja- to trafiłyście pod właściwy adres 😛

Jak już się położę to nadrabiam zaległości serialowe i… przy nich zasypiam. A kolejnego dnia muszę się cofać do miejsca, w którym jeszcze co nie co kojarzyłam zanim całkowicie pogrążyłam się we śnie 😉

Kochani, niebawem konkurs, w którym do wygrania będzie książka „Mój balet” mojego autorstwa oraz Joanny Kończak! Książka będzie z naszymi podpisami i osobistą dedykacją 🙂 śledźcie moje kanały społecznościowe. Już wkrótce szczegóły!

SIMPLE.DANCER

Rola rodzica w edukacji baletowej dziecka

Ten post powstał po wielu miesiącach zbierania informacji, słuchania, obserwowania. Pojawił się, ponieważ wielu z Was mnie o to prosiło. Wielu z Was często nie wie, w jaki sposób wspierać dziecko, które marzy o karierze baletowej. To wsparcie jest wymagane niezależnie od postępów w nauce dziecka. Bo jeśli dziecko nie rokuje pozytywnie w zawodowym tego słowa znaczeniu, tak samo potrzebuje wsparcia, jak to, któremu opanowanie coraz trudniejszego  materiału nie przychodzi z trudem. W obu przypadkach wsparcie jest tak samo ważne. Tylko rodzic musi znać różnicę.

Rola nauczyciela jest oczywiście w tej edukacji najważniejsza i to jemu przecież składacie w ręce swoje zaufanie. Ale ścisła współpraca rodzic-nauczyciel jest także priorytetem.

*Ten wpis oparty jest na wiadomościach, które wymieniłam z rodzicami młodych adeptów sztuki baletowej, którzy dzielą się ze mną swoimi obawami oraz na komentarzach, które otrzymałam. Proszę, miejcie na uwadze, że każda sytuacja jest inna,  a także, nasze życiowe doświadczenia są inne. Ten tekst nie jest żadną „wyrocznią w sprawie”, ma na celu jedynie wskazanie jak ważna jest Wasza spostrzegawczość w trakcie edukacji baletowej dziecka- edukacji całkowicie odmiennej od tej, którą znamy z tradycyjnych szkół ogólnokształcących.

Balet to nie jest zabawa

Musimy postawić sobie sprawę jasno- zajęcia „baby ballet” w żaden sposób nie przygotowują dziecka do wykonywania zawodu tancerza. Taka forma zajęć to są zabawy muzyczno-ruchowe z elementami „najprostszych” podstaw techniki tańca klasycznego. Słowo „najprostszych” daje celowo w cudzysłowie, ponieważ nawet ułożenie rąk w I pozycji dziecku, które ma 4 lata, będzie sprawiało bardzo dużo trudności. Te zajęcia są ważne dla rozwoju motorycznego dziecka, dla rozwoju jego kreatywności przy pomocy zabawy z muzyką i własnym ciałem (tworzenie wymyślonych figur, zwierzątek czy gwiazdek). Są korzystne dla ewentualnego nabrania nawyku poprawnej postawy. Nauczyciel prowadzący od tak małych dzieci nie będzie wymagał dokładności, a tym bardziej zapamiętania długich i złożonych sekwencji ruchowych. Dziewczynki (bo w zdecydowanej większości na takie zajęcia zapisywane są dziewczynki) są ubierane w różowe kostiumy i tiulowe tutu. I to jest ten czas, kiedy mogą czuć się jak postacie z bajek, jak Elsa z Krainy Lodu czy Mulan.

Sytuacja ulega zmianie gdy dziecko jest już na tyle duże, żeby podjąć naukę w sposób rozumiany jako profesjonalny. Czyli wtedy, gdy stanie do drążka i będzie po kolei wykonywać ćwiczenia z lekcji tańca klasycznego, które tancerze zawodowi robią codziennie, przez cały czas trwania kariery. Ten wiek to 7-8 lat i później 9-10 kiedy rozpocząć można naukę w ogólnokształcącej szkole baletowej (w Polsce). O tym będę pisać w dalszej części artykułu.
Szeroko temat o tym, kiedy warto zapisać dziecko na zajęcia z baletu omawiałam w tym wpisie.

Dodatkową zaletą zajęć ruchowych od najmłodszego wieku niewątpliwie jest wzbudzenie w dziecku chęci do ćwiczeń i do pracy. Oczywiście, jak w życiu, wszystko zależy od samego charakteru dziecka. NIE MOŻEMY O TYM ZAPOMINAĆ. Nie każdy lubi ćwiczyć, dla wielu wysiłek fizyczny jest zwyczajnie zbyt męczący, przez co ćwiczenia zamiast wprawiać w dobry nastrój, powodują, że samo pomyślenie o zajęciach napawa niechęcią. To jest pierwszy sygnał dla rodzica- nie prowadź dziecka na zajęcia z baletu jeśli widzisz, że podczas nich się nad wyraz męczy, a do każdego kolejnego ćwiczenia staje niechętnie.

Dlaczego o tym piszę i dlaczego TO JEST WAŻNE?

Balet to pot i łzy…
Przez ostatnie kilkadziesiąt minut jesteś na scenie, cały czas wykonując cholernie ciężkie baletowe kroki i figury. Palą cię płuca, nie możesz wziąć kolejnego oddechu… Nie czujesz odrętwiałych rąk, nogi uginają się pod twoim ciężarem. Jeszcze jedno wyjście. Ostatnie. Żeby tylko się nie pomylić. Nie mam siły. Nie zrobię tego. Robisz.
Kurtyna opada, ty upadasz na ziemię i płaczesz. Balet to pot i łzy. Pot po morderczym wysiłku. Spaliłeś prawdopodobnie kilka tysięcy kalorii w ciągu 40 minut. Łzy. Łzy bezgranicznej satysfakcji. Zrobiłeś to.
Ludzie widzą z widowni lekkość i piękno. Ty płaczesz, bo tylko ty wiesz jak ogromny wysiłek właśnie wykonałeś. Jutro to samo. Za to kocham balet. Pozwala przekraczać tobie codzienne granice twoich własnych możliwości.
Balet to praca. Ciągła, systematyczna praca.

Balet  to ogromny wysiłek fizyczny. I Ty jako rodzic musisz to wiedzieć i musisz dziecko na to codziennie przygotowywać. Są dzieci, którym codzienne stawanie przy drążku i napinanie każdego mięśnia w ciele sprawia radość pomimo pracy, którą w to wkładają. Ale są dzieci, które potrzebują dodatkowej motywacji. Aby to wszystko razem zagrało, dziecko przede wszystkim musi znać cel, po co to wszystko robi. Dlaczego musi codziennie robić przy drążku to samo, przecież to jest nudne. A no po to, że każde ćwiczenie przygotowuje nas do kolejnych, trudniejszych elementów, m.in. skoków. Które wymagają jeszcze więcej siły 😉 i nie chodzi tu o siłę nóg, a także o… kondycję. Weźcie skakankę i przez trzydzieści sekund poskaczcie. Nie, to nie koniec. Następnie zróbcie kilka okrążeń wokół stołu, a później jeszcze przeskakujcie nad krzesłami ustawionymi na środku pokoju. Jak Twój oddech? Jak Twoje mięśnie nóg? Twoje dziecko ćwiczenia o podobnym natężeniu musi robić codziennie.

To oczywiście tylko na potrzeby zobrazowania wysiłku, z którym mierzy się Twoje dziecko codziennie chodząc na lekcję baletu. Nie piszę tego po to, żeby pokazać Wam, jaki to balet jest męczący. Nie, chodzi o to, że skoro już wiesz z czym mierzy się Twoje dziecko, Ty musisz zadbać o:

  • jego dobry sen (zwłaszcza jeśli balet ma jako pierwszą lekcję rano, a tak się zdarza)
  • jego wypoczynek po szkole i po odrobieniu lekcji (jeśli ktoś uczęszcza na zajęcia z baletu po szkole, to musi na nie iść w miarę możliwości wypoczętym)
  • zdrową dietę!!!
  • nie narzucenie dziecku zbyt wielu innych dodatkowych zajęć- dla dobra jego kondycji psychicznej.

Pamiętajmy- każde dziecko chce imponować swoim rodzicom. Nakładanie na nie zbyt wielu obowiązków, podczas gdy sam balet to dla dziecka jakiś wysiłkowy Armagedon, nie wyjdzie mu na dobre. Musicie jako rodzice zrozumieć, że balet to nie tylko te ćwiczenia na lekcji, ale też w jakiś sposób styl życia. Od tancerzy wymaga się nie tylko nienagannej techniki, ale również zaangażowania, schludności, pokory. I bezwzględnego skupienia na każdej lekcji. To kolejna znacząca różnica w porównaniu do „baby ballet”, prawda?

Gdy się nie udaje…

Ostatnio na Instagramie wypełnialiście u mnie ankietę, czy balet to niespełnione marzenia rodziców, czy Wasza świadoma decyzja. Zdecydowana większość optowała za tym drugim. Co mnie bardzo ucieszyło. Jeżeli jednak są wśród moich czytelników osoby, które marzą o tym by ich dziecko zostało gwiazdą baletu- mam prośbę… Jeśli nauczyciel daje znaki, że postępów w nauce nie ma- powinieneś odpuścić. Chodzi o dobro Twojego dziecka. Spójrz na akapit pierwszy tego wpisu, zobacz jak wielki wysiłek Twoje dziecko musi wkładać w każde ćwiczenie na lekcji. Czy chcesz, aby tak się męczyło, gdy to nie przynosi oczekiwanych rezultatów?

Dlaczego tak jest? Dlaczego moje dziecko nie może być najlepsze?

A czy każde dziecko spełnia warunki uczestniczenia w olimpiadzie matematycznej? Albo czy każdy piłkarz zostaje Robertem Lewandowskim? Tak samo nie każdy ma możliwość zostania Baryshnikovem czy Zakharovą. Ba! Nie każdy nawet dostaje się do zespołu baletowego. Pamiętajmy o tym, że tancerz baletowy musi posiadać określone warunki fizyczne:

  • jego ciało powinno być proporcjonalne
  • nogi i ręce długie
  • korpus nie za krótki, nie za długi
  • długa szyja
  • ciało powinno być drobnej budowy

Oczywiście, żyjemy na szczęście w czasach, kiedy nawet nie posiadając tych idealnych (bo to są książkowe pryncypia, nie oszukujmy się- takich idealnych osób na całym świecie znajdziemy niewiele…) warunków możemy spełniać się w tańcu, niekoniecznie na polu zawodowym- baletowym, ale także w innych technikach tańca.

Dlaczego więc tak się dzieje, że dziecko nie robi postępów? Kochani, odpowiedź na to pytanie wcale nie jest tak złożona i skomplikowana jak możecie myśleć- balet jest po prostu dla niego za trudny. Ćwiczenia stają się coraz bardziej zawiłe, nawet niezrozumiałe. W mojej osobistej opinii winne jest tutaj ogólne podejście do baletu przez społeczeństwo, że balet to przecież tylko taniec, nic skomplikowanego. Wiele osób uważa, że to takie proste i te ćwiczenia i tak każdy robi tak samo. Niestety nie.
O tym, czy balet to po prostu taniec pisałam szeroko w tym wpisie. I zachęcam do jego przeczytania.

Rolą nauczyciela jest wydobyć z dziecka maksimum jego możliwości, pod warunkiem, że dziecko tego faktycznie chce. Z doświadczenia powiem Wam, że widziałam naprawdę dużo dziewczynek, ale też tancerek (!) nie posiadających idealnych warunków, ale pracujących tak ciężko, że nikt nawet na pewne niedociągnięcia nie zwracał uwagi.

Niemniej, musicie mieć świadomość, że nauczyciel jest w tym procesie rozwoju osobą decyzyjną. To zadaniem nauczyciela jest bacznie obserwować każdego ucznia na sali i wyciągać wnioski na podstawie postępów lub ich braku w nauce.

Jedna z moich czytelniczek zadała mi pytanie:

Kiedy rodzic powinien wkroczyć do akcji- jak poznać, że dziecko ma chwilowy spadek woli i potrzebuje motywacji, a kiedy jest to serio chęć rezygnacji ze szkoły? Tak, żeby nie wyjść na tego zmuszającego do tańca…”

Odpowiedź od razu pojawiła się w mojej głowie- osobą, która jako pierwsza widzi, że zachowanie dziecka się zmienia jest nauczyciel tańca klasycznego. I tutaj pojawia się kolejna ważna kwestia- relacja z nauczycielem. Dla „dobra dziecka” ta relacja musi być nieustannie pielęgnowana. Właśnie dla takich sytuacji- nauczyciel widzi zmiany w zachowaniu dziecka, pojawiającą  się i narastającą niechęć do ćwiczeń. Wówczas powinien zakomunikować rodzicom o zauważonym problemie. Takie jest moje zdanie i ja zdecydowanie coś takiego praktykuję.

Jak wspierać dziecko?

Myślę, że łatwiej by mi było, gdybym sama miała starsze dziecko odpowiedzieć na to pytanie… ale spróbuję 😉

Ja ucząc się w szkole baletowej mieszkałam w bursie (o tym, jak się mieszka w internacie możecie poczytać tutaj). Moi rodzice mieszkali we Wrocławiu. Był czas, że odwiedzali mnie naprawdę często. Bo bardzo tęskniłam. Wiele razy myślałam o powrocie do domu. Ale moja mama (i babcia 🙂 ) zawsze zadawała mi jedno pytanie: kochasz to?

Tak.

Jeśli tylko Twoje dziecko zastanawia się nad odpowiedzią- jest to dla Ciebie sygnał ostrzegawczy.

Moja czytelniczka, która uczyła się w szkole baletowej, napisała mi wczoraj, że chciałaby otrzymać więcej wsparcia od strony rodziców, ale wie, że oni nie rozumieli, że ona tego potrzebuje. Nie mieli świadomości jak wyglądają te codzienne ćwiczenia, widząc oczami wyobraźni jedynie lekko poruszającą się po scenie baletnicę. Ona sama nie do końca wiedziała, czy to jest właśnie to, co ona chciałaby w życiu robić, nawet jeśli jej oceny z klasyki były w porządku. Miała warunki, dużo rzeczy potrafiła zrobić lepiej niż inni. Może właśnie oczekiwania nauczyciela, który widział jej potencjał, ją przerastały? Ale nie wiedziała jak rozmawiać o tym z rodzicami. Nie chciała ich zawieść, co jest naturalne. Ale czy taniec sprawiał jej radość? Dziecko, a nawet nastolatka, nie jest jeszcze świadome życia na tyle, żeby w ogóle wpaść na pomysł zadania samemu sobie takiego pytania.

Dlatego właśnie Wasza rola tutaj jest kluczowa. Rozmawiaj z dzieckiem. Nie pytaj o oceny, a o samopoczucie. Dziecko samo wystarczająco nastresuje się ocenami z tańca, nie potrzebuje jeszcze dodatkowego stresu z tym związanego. Na audycjach w teatrze nikt nie patrzy na oceny. Patrzą na umiejętności techniczne.

Jeśli dziecko dostanie słabszą ocenę z tańca, zapytaj czy wie dlaczego. Nauczyciel powinien wyjaśnić dziecku dlaczego dostało taką ocenę. Zapytaj, czy wie w jaki sposób pracować, aby spróbować ją poprawić. Jeśli oceny się nie poprawiają- to dla Ciebie kolejny sygnał ostrzegawczy. 

Bywa też tak, że w okresie dojrzewania i buntu dziecko zaczyna szukać innej drogi, nowych zainteresowań. Niestety ten etap rozwoju przypada na najcięższy etap nauki w szkole baletowej. To są już klasy 5-6 (szkoły baletowej- ogólnokształcąca 8 klasa podstawówki i 1 liceum) i w programie nauczania pojawia się bardzo dużo skomplikowanych elementów, bardzo trudnych do opanowania. Dodając do tego mieszankę wybuchową hormonów dziecka możemy mieć naprawdę zawiłą relację dziecko-balet. Musi się z tym uporać przede wszystkim nauczyciel, ale też rodzic. Ale w samym centrum tego oka cyklonu stoi dziecko.

Rolą nauczyciela jest nieustanne motywowanie dzieci. Pedagog baletu musi uczyć z pasją i chęcią. Wtedy dzieci będą czekały na każde kolejne zajęcia z niecierpliwością. Ty z kolei jako rodzic musisz tutaj bardzo uważać. Jeśli zauważysz już pewne sygnały ostrzegawcze i po rozmowie z nauczycielem staniesz przed podjęciem trudnej decyzji o zmianie szkoły- konieczna będzie rozmowa z dzieckiem. Może dojść do sytuacji, że zrezygnujecie z dalszej nauki za wcześnie. Piszę o tym w tym miejscu, ponieważ kwestia dojrzewania i zmiana zachowania dziecka, owszem widoczna jest dla nauczyciela baletu, ale także (nawet między innymi) dla rodzica. Bywa, że ten przejściowy moment przemija, a dziecko jak nigdy wcześniej chce pracować więcej i ciężej. Jeśli nie- już jesteście częściowo gotowi na zmiany.

Jak faktycznie motywować dziecko?

Rozmową i wzbudzaniem jego kreatywności. Bardzo podoba mi się to, że w szkołach baletowych organizowane są konkursy choreograficzne. Biorą w nich udział dzieci od najmłodszych klas (u nas od 2 kl. baletowej). Nie są ograniczone żadnymi ramami, tworzą to, co im ciało podpowiada, w czym czują się najlepiej. Kreatywność nawet w takim zawodzie, jak artysta tancerz jest bardzo ważna. Nawet jeśli charakter naszej pracy z góry określany jest jako „odtwórczy”.

Warto pokazywać dziecku, że balet nie kończy się tylko na Polsce, że jest dostępny na całym świecie. I tu, kochani, znów ważna jest Wasza edukacja w tym temacie. Pamiętam, że jak ja pojechałam do Warszawy moja mama przeszukała chyba każdą bibliotekę we Wrocławiu w poszukiwaniu książek o balecie. Nie znała tego świata, nie rozumiała charakteru tej pracy. Jedna z Was też mi to kiedyś napisała: „Dzięki mojemu dziecku poznałam ten magiczny wspaniały świat”. To nie jest nic złego, jeśli rodzic nie tańczy (tańczący rodzice to zupełnie inny temat). Ale razem z dzieckiem możecie pogłębiać swoją wiedzę w tym temacie, poznawać jego tajemnice. To również motywuje do pracy, chęć bycia częścią tej pięknej historii baletu.

Sukces. Czym on właściwie jest?

Moja przyjaciółka napisała mi:

Wiadomo, że czasem sukces osiągają osoby, które nie miały żadnego wsparcia ze strony rodziców.
A czasem nawet ze wsparciem rodziców nie osiągnie się sukcesu.
To są tak ważne słowa! Pamiętajcie, to czy Wasze dziecko osiągnie sukces zależy od miliona niezależnych od siebie czynników. A ocena celująca na dyplomie nie jest żadną gwarancją otrzymania pracy w zawodzie. Lepiej odpowiedzieć sobie na pytanie „czym jest dla Ciebie sukces”? Solowa rola w najpopularniejszym balecie? Czy to, że w ogóle będzie się miało możliwość uczestniczenia w procesie powstawania tego dzieła? Moja mama kiedyś usłyszała: „nawet jeśli nie będzie solistką, to corps de ballet* też stanowi o sile i randze zespołu”. Będąc częścią zespołu nasza praca jest tak samo ważna, jak praca solistów. Bo czymże byłoby „Jezioro łabędzie” bez sceny łabędzi w II akcie?
Podczas nauki każda nowa rzecz, której się uczymy jeśli już opanujemy to jest sukces. Cieszcie się z tego razem ze swoimi dziećmi. Zapytajcie „ile piruetów dzisiaj zakręciłaś? Dwa? To świetnie! Myślisz, że możesz zakręcić więcej? Próbuj!”. Takie słowa z ust rodzica to ogromna motywacja dla dziecka! Jak pisałam wyżej… dziecko zawsze chce zaimponować rodzicom. Pokazujcie, że ich małe sukcesy są dla Was ważne 🙂
Ten wpis nie odpowiedział na pewno na wszystkie Wasze zapytania, obawy czy problemy… ale mam nadzieję, że choć trochę nakreślił temat podkreślając, że balet to nie jest terapia dla dziecka (coś takiego też kiedyś przeczytałam). Jeśli decydujesz się na zawodowstwo, a tym właśnie jest bycie Twojego dziecka w szkole baletowej, jesteś w tym razem z nim. Nie ma innego wyjścia. Nie ma drogi na skróty, co zawsze mówię swoim uczniów. Na sali baletowej jesteś TU I TERAZ i jesteś tam całym sobą, na 120%. Jeśli nie…

Kochasz to…?

SIMPLE.DANCER

*corps de ballet – tutaj wyjaśnienie

Czy balet to „po prostu taniec”?

Balet klasyczny to jedna z najtrudniejszych technik tańca.

Wszystko to, co widzicie na scenie, czyli  w spektaklu- efekcie końcowym naszej pracy, nie jest przypadkowe. Każdy układ, ruch ręki, gest dłoni jest DOKŁADNIE wypracowany.

Balet z biegu?

Artystą baletu nie zostaje się po kilku treningach na sali. Jak już wiecie edukacja baletowa trwa kilka lat- w Polsce profesjonalna nauka baletu trwa 9 lat. Przeczytacie o tym więcej w tym wpisie, ale szerzej i znacznie dokładniej opisuję proces nauki baletu w mojej książce „Mój balet”.

9 lat ćwiczeń od poniedziałku do piątku… Balet kojarzony jest z lekkością, przez co wiele osób sądzi, że taniec klasyczny to przyjemne i lekkie ćwiczenia. Tymczasem, aby opanować poprawność wykonania nawet najprostszych elementów wymaga dużego skupienia i… czasu. Profesjonalna nauka baletu to nie jest zabawa. To nie pląsanie od ściany do ściany w rytm muzyki, tylko ŚCIŚLE I KONKRETNIE określone ruchy, pozy i zestawy ruchowe.

Często zadaję moim uczniom pytanie „lubicie się zmęczyć?” 🙂

„Czy wiecie kim jest Robert Lewandowski?” Oczywiście, każdy chyba wie. Ale nie byłby tym Lewandowskim, gdyby w swój trening nie wkładał ogromnej masy wysiłku i poświęcenia. W balecie jest podobnie. Żeby „strzelić do bramki” musimy nauczyć się dokładności i precyzji w wykonaniu KAŻDEGO ELEMENTU RUCHU. I przez „każdego” mam na myśli pracę stopy, nogi, korpusu, rąk, dłoni, szyi, głowy. Wiecie, że zdarza się, że poświęcam na poprawienie ustawienia dłoni dzieci kilka minut przed rozpoczęciem każdego ćwiczenia? 🙂 Muszę to robić. Aby to weszło w nawyk.

Ale jaka to różnica?

Może dam kolejny przykład- uczysz się jeździć samochodem. Wiesz jak się rusza, jak się zmienia biegi. Ale żeby wsiąść za kierownicę i wyjechać na miasto musisz poznać zasady ruchu drogowego. Dokładnie tak samo jest z baletem. Bo nie każde podniesienie nogi do zadanego kierunku czyni z tej nogi baletową pozę. Aby tak było, musimy znać zasady, które temu podniesieniu towarzyszą. I to dotyczy każdego ćwiczenia w tańcu klasycznym.

I arabesque

Ta poza, którą widzicie na zdjęciu na górze, to jest I arabesque. Innymi słowy noga uniesiona do tyłu. Czy wiecie, jak wiele jest możliwości uniesienia nogi w tył? Bardzo dużo, oczywiście. Ale w technice tańca klasycznego ta noga MUSI BYC uniesiona w konkretny, ściśle określony sposób. Inaczej- to nie będzie po prostu baletowa poza, a zwykłe podniesienie nogi. Aby jednak to wykonać potrzebne jest solidne przygotowanie- odpowiednie ustawienie korpusu, konkretne położenie ciężaru ciała, pozycja rąk, ramion, głowy. To wszystko ma ogromne znaczenie! I opanowanie prawidłowego wykonania tej pozy świadczy o profesjonalizmie. W skrócie- uniesienie nogi do tyłu na wysokość 90° nie robi z tej nogi pozy arabesque. To po prostu noga w górze w kierunku do tyłu. Dopiero odpowiednio „ubrana” w zasady techniki tańca klasycznego staje się I arabesque. Dlatego tak ważne są ćwiczenia, dokładność i dyscyplina dzięki której sami od siebie wymagamy tej poprawności, która w określony sposób cechuje balet.

Ćwiczenia a taniec

Zauważyłam pisząc ten post, że cały czas używam sformułowania ćwiczenia tańca klasycznego, a przecież na scenie tańczymy, a nie wykonujemy ćwiczenia. Hmm… no właśnie nie do końca 😉

Taniec klasyczny jako technika ma już prawie 400 lat. Na przestrzeni dziejów wykształciły się ćwiczenia, których celem było przygotowanie ciała do wykonania skomplikowanych choreografii. W baletach typowo klasycznych w każdej sekwencji choreograficznej znajdziecie każde ćwiczenie z lekcji baletu w bardzo rozbudowanej formie. Na tym to właśnie polega. Ćwiczenia przy drążku przygotowują nas do piruetów, skoków i całego spektrum możliwości ruchowych, które spotkamy w choreografiach baletów klasycznych.

Gdy już w pełni opanujesz poprawność i dokładność wykonywania poszczególnych ćwiczeń, następnie udoskonalisz się w wykonaniu zadanej choreografii i wiesz, że żaden element techniczny nie będzie sprawiał Tobie najmniejszych trudności… wtedy wyjdziesz na scenę i będziesz po prostu tańczył. Ale zanim to nastąpi czeka Ciebie długa i niełatwa droga 🙂

Wiele czynników ma wpływ na to, czy ćwiczenie baletu oraz podjęcie nauki w szkole baletowej ostatecznie doprowadzi nas do finału- występów na scenie. To predyspozycje fizyczne, talent i, ni mniej nie więcej, ciężka praca. Nie każdy zwyczajnie lubi ćwiczyć 🙂 przecież nie ma w tym nic złego. Jednak jeśli marzymy o balecie w sferze zawodowstwa musimy to po prostu polubić. Inaczej ćwiczenia zamiast satysfakcji będą sprawiać nam ból.

MIŁEGO DNIA!!
SIMPLE.DANCER

Balet w czasach pandemii

Polski Balet Narodowy wrócił do pracy w salach baletowych po 5 miesiącach przerwy. Pierwszy spektakl mieliśmy po prawie 7 miesiącach przerwy (ostatni spektakl mieliśmy 2 marca 2020 roku). Emocje, które towarzyszyły całemu zespołowi były bardzo różnorodne. Mieszanina ekscytacji, radości, ale też obaw, stresu i lęku. W końcu cały czas jesteśmy w oku cyklonu… Zapraszam Was do lektury moich spostrzeżeń odnośnie czasu po powrocie, o tym jak reagują soliści na ciężki spektakl oraz o tym, jak żeńskiej części zespołu dokuczają bóle stóp i skurcze.

Premiera baletu „Korsarz”

Planowana na 20 marca premiera jednego z najsłynniejszych baletów klasycznych została przełożona na 17 września. Myślę, że gdy planowano taką zmianę nikt nie przypuszczał, że my, zespół Polskiego Baletu Narodowego, nie wrócimy do pracy aż do drugiej połowy sierpnia. Przez całą zawiłą sytuację związaną z wieloma niewiadomymi odnośnie koronawirusa, wróciliśmy do pracy dopiero po pięciu miesiącach. Każdy z nas liczył na to, że spektakle odbędą się zgodnie z planem, choć do końca nikt z nas nie miał żadnej gwarancji, że nawet w dniu premiery ktoś  nie zawiadomi dyrekcji o zakażeniu… na szczęście nic takiego nie miało miejsca. Do czasu.

Pierwsze cztery spektakle odbyły się bez żadnych nieprzyjemnych niespodzianek. Jejku, ależ my się cieszyliśmy z powrotu na scenę!! Musicie, jako widzowie, mieć świadomość, że dla nas wykonanie całego spektaklu „Korsarza” było OGROMNYM wyzwaniem. Każdy dawał z siebie absolutne maksimum, ale niestety zdarzyły się wpadki. Osobiście uważam, że zawsze mamy do nich prawo, bo przecież jesteśmy tylko ludźmi, nie robotami.

Podczas jednego występu wraz z moją koleżanką tak mocno się skupiłyśmy na poprawności wykonania choreografii, że obie zapomniałyśmy, że powinnyśmy pójść w inną stronę 😛 na szczęście zespół zawsze jest przygotowany na taką sytuację- obowiązuje zasada PATRZYMY NA PIERWSZĄ. JAK ONA ZROBI, TAK ZROBI CAŁA LINIA. I tak zrobiłyśmy, poszłyśmy za pierwszą. A ja, jako druga, taka byłam skupiona, że nawet się nie zorientowałam, że coś jest nie tak 😀 

Gdy wróciliśmy do pracy po weekendzie, po pierwszych czterech spektaklach, usłyszeliśmy „Idziecie do domu, mamy podejrzenie zakażenia”. Do pracy mieliśmy wrócić kolejnego dnia, popołudniu, przed kolejnym spektaklem „Korsarza”. Jednak kilka osób musiało zostać w domu, ponieważ miały bezpośredni kontakt z osobą, która czekała na swój wynik testu. Spektakl miał dobyć się zgodnie z planem, ale potrzebne były niezbędne zmiany w obsadach. Na szczęście wszystko skończyło się dobrze i wynik testu okazał się być negatywny! Jednak… Taka sytuacja niekorzystnie wpływa na emocje. Do końca nie wiesz, czy jesteś bezpieczny czy może jednak nie… czy wyjdziemy na scenę? Czy to będzie nasz ostatni spektakl? Spirala myśli kołotała w każdej głowie.

O czym myśli solistka, gdy coś jej nie wyjdzie?

Psychiczne, mentalne przygotowanie do pracy w zawodzie tancerza jest bardzo ważne. Podczas trwania premiery, po I akcie, wpadła do naszej garderoby solistka, która tego dnia wykonywała jedną z głównych partii. Usiadła na ziemi i wybuchła płaczem. „Nie wyszło mi, zawiodłam Was”. My patrzyłyśmy po sobie zastanawiając się „ale jak nas??”. A ona pokazała na swoją konsolkę pełną prezentów, słodyczy i kwiatów (taki mamy zwyczaj, że przy ważnych rolach dajemy sobie upominki). „Tyle od Was dostałam wsparcia i tańcem chciałam się odwdzięczyć. Zawiodłam, nie wyszło mi i nie jestem zadowolona”. 

Mogłyśmy jej jedynie powiedzieć, że przecież znamy ją nie od dziś i wiemy, że zawsze wszystko robi. Po prostu organizm się zbuntował. To była za długa przerwa, a presja, którą sami na siebie nakładamy, presja perfekcji, później przekształca się w reakcję pełną niezadowolenia. Tak właśnie jest w naszym zawodzie- tancerz zawsze chce być lepszy, każdego dnia sam chce sobie udowadniać, że potrafi.

Zespół

Najbardziej baletową sceną w balecie „Korsarz” jest niewątpliwie drugi obraz III aktu zatytułowany „Ożywiony ogród”. To typowo baletowa scena, z tańcem zespołowym oraz solistek. Po długiej przerwie to również było sporym wyzwaniem. Nasza scena, która jest największa w Europie, rozmiarami różni się od naszych sal baletowych. W związku z tym odległości, które musimy pokonywać są o wiele większe. A to wiąże się z dodatkowym wysiłkiem. To oczywiście nie jest nic trudnego dla zespołu, który regularnie występuje. Ale, jak wspominałam, długa przerwa i tutaj dała się we znaki. Łapały nas skurcze w stopach, bardziej i szybciej się męczyłyśmy. Dopiero po kilku próbach na scenie wróciłyśmy do naszej zwykłej rutyny, kiedy wyjście na scenę nie stanowi dla nas dużego problemu pod względem fizycznego przygotowania.

Co dalej?

Wszyscy mamy nadzieję, że kolejne spektakle odbędą się zgodnie z planem. Już rozpoczęliśmy próby „Damy Kameliowej”, pierwszy spektakl mamy 25 października. Ten spektakl schodzi z naszego afisza, dlatego jeśli dalej się wahacie czy pójść do teatru na to światowej sławy dzieło do muzyki Chopina- teraz jest ostatnia szansa. 

MIŁEGO DNIA!!
SIMPLE.DANCER

 

 

„Mój balet” Moja książka i proces jej powstawania

Pierwszego maila z propozycją napisania książki dla wydawnictwa Nasza Księgarnia otrzymałam… w czerwcu 2018 roku! Nie zliczę, ILE rzeczy wydarzyło się od tamtego czasu 😉 zmieniliśmy mieszkanie, urodziłam synka, zaczęłam pracę w szkole baletowej, założyłam firmę (tak… O tym Wam jeszcze nie opowiadałam!).
W dzisiejszym wpisie opiszę dla Was proces powstawania książki „Mój balet. Opowieść o tańcu: od szkoły do sceny”. Książka jest pracą wspólną- Joanny Kończak i moją. Taki był zamysł od samego początku realizacji tego dużego projektu. W kolejnej części tekstu przeczytacie co o pracy nad książką ma do opowiedzenia Joasia.

Pomysł na książkę

Propozycja wydawnictwa od razu mi się spodobała! Przedstawienie świata baletowego oczami tancerki czynnie uprawiającej ten zawód oraz miłośnika sztuki baletowej. Muszę zaznaczyć, że książka jest pracą wspólną, co od początku było ustalone. Joasia Kończak jest wieloletnim widzem naszych spektakli i prawdziwym miłośnikiem baletu. Kwestie poruszane w książce są odpowiedziami na najbardziej nurtujące wszystkich widzów kwestie. Joasia, dzięki temu, że jest stałym widzem spektakli baletowych, zadawała mi mnóstwo pytań odnośnie kulis naszej pracy. A to są pytania, które interesują każdego. Dlatego w książce został poruszony każdy aspekt zakulisowej pracy nie tylko artystów baletu, ale również inspicjenta, orkiestry, ekipy technicznej obsługującej spektakle.

PRACA NAD KSIĄŻKĄ

Pisanie pierwszych rozdziałów polegało na spisaniu naszych wielogodzinnych rozmów. Szczegółowo opowiadałam Joasi jak wygląda nauka tańca, w jakim wieku najlepiej jest zacząć, gdzie oraz kiedy myśleć o profesjonalnej nauce.
Szeroko omówiłysmy zagadnienie nauki baletu od najmłodszych lat. Dowiecie się na co zwracać szczególną uwagę, gdy szukacie odpowiednich dla Waszych dzieci czy dla Was zajęć z baletu.
Kolejno w książce przeczytacie o pracy w teatrze. Ale nie tylko o pracy tancerki baletowej, a przede wszystkim o całej oprawie, która tej pracy towarzyszy. Dowiecie się kim jest inspicjent i dlaczego jest on dla nas niezastąpiony, kim jest BALETMISTRZ i dlaczego nie wolno go mylić z najlepszym tancerzem w zespole… 😉
Dodatkowo, opowiadałam Asi o wielu, wielu najróżniejsze anegdotach, które pamiętam ze spektakli i które po dziś dzień wywołują uśmiech na mojej twarzy.
Podstawy techniki
Rozdział opisujący życie i pracę w teatrze jest najbardziej obszernym rozdziałem w książce. Ale ja osobiście największym sentymentem darzę rozdział o podstawach techniki. Tak się cieszę, że udało nam się stworzyć mini kompendium wiedzy o technice tańca klasyczne. Zostało ono zilustrowane zdjęciami autorstwa Tomasza Fabianskiego, a towarzyszy mi w nich Adam Huczka. Obaj są absolwentami Warszawskiej Szkoły Baletowej i moimi kolegami z zespołu Polskiego Baletu Narodowego.
Dzięki Joasi i całemu wydawnictwu mogłam opowiedzieć historię, która stanowi ogromną część mojego życia. Historię, która ukształtowała mnie i całe moje życie zawodowe.

A jak to wyglądało od mojej strony? Opowiada Joasia:

Chwilami nie czułam, że pracuję, a byłam rozradowanym dzieckiem, które ktoś wpuścił do fabryki czekolady. W końcu mogłam poznać odpowiedzi na najróżniejsze nurtujące mnie pytania oraz zajrzeć za kulisy czy do sali ćwiczeń. Aż sama sobie zazdroszczę ; ).

Pomysł narodził się podczas którejś z wydawniczych burz mózgów. Córeczka Kasi (czyli redaktor prowadzącej naszej książki) akurat zafascynowała się tańcem, co zainicjowało rozmowę o balecie. Ja zaś bardzo się zżymałam na brak publikacji, które w prosty i popularyzatorski sposób mogłyby wprowadzić w baletową tematykę. I tak to się zaczęło. 

Kim jest redaktor prowadzący? Trzymając się terminologii teatralnej, powiedzmy, że to ktoś w stylu reżysera, kto odpowiada za ostateczny kształt książki i współpracę różnych tworzących ją osób (oraz za całe mnóstwo bardzo niewdzięcznych formalności). Z Kasią ustaliłyśmy, że baletowa książka, jaką sobie wyobrażamy, nie powinna być tylko suchym zestawem wiadomości, a osobistą historią kogoś, kto umie zarażać innych swoją pasją. A że od dawna czytywałam blog Anety, wybór tej osoby był bardzo prosty.

Po tym, jak wstępnie z Anetą omówiłyśmy, jak wyobrażamy sobie treść, pierwszym krokiem było opracowanie konspektu. Wtedy powstał podział na poszczególne części i zarys ich zawartości. Mogłyśmy zacząć właściwą pracę: serię dłuuugaśnych, podzielonych tematycznie nasiadówek. Przygotowywałam się do nich trochę jak do wywiadów. Aneta jest wymarzoną rozmówczynią i do tego urodzoną gawędziarką, więc na pytania odpowiadała bardzo obszernie. A potem moja już była głowa, jaką nadać tym opowieściom strukturę, formę i rytm. Wymagało to ode mnie nieco wchodzenia w rolę – bo lwia część tekstu jest przecież w pierwszej osobie. Zatem musiałam dbać, by było tam słychać Anetę. Miejscami włączałyśmy w tekst archiwalne materiały blogowe (jak na przykład o doborze point, kontuzjach czy makijażu scenicznym) – tylko nieco przeredagowane. Czasem było na odwrót – i nasza rozmowa inspirowała później nowy wpis. Oczywiście pomagało mi bardzo, że pracę Anety znałam z perspektywy widza. Dzięki temu wiedziałam, że muszę, koniecznie muszę, zapytać, jak to jest wykonywać na pogrążonej w półmroku scenie, i to jeszcze na pochylni, Królestwo Cieni z Bajadery albo jak od strony realizacyjnej wyglądał taniec w deszczu w jednym ze spektakli. Z dużą fascynacją słuchałam przedstawieniowych anegdot i historii o różnych sytuacjach awaryjnych. Co zabawne – jedną to ja mogłam opowiedzieć Anecie. Jak to możliwe? Ona wtedy nie tańczyła, a ja byłam na widowni podczas „pechowego” spektaklu. 

Kiedy dany rozdział był już gotowy, Aneta zgłaszała różne uwagi i jeszcze dłubałyśmy, poprawiałyśmy, uzupełniałyśmy, zmieniałyśmy. Tak naprawdę różne części powstawały nieco inaczej. Rozdział „techniczny” dostarczył największych atrakcji, bo wymagał zorganizowania sesji zdjęciowej (odbyła się w maleńkim studiu, ponoć niełatwo było w nim skakać czy robić podnoszenia;)). Aneta wybrała elementy, które chciała pokazać (i kostiumy do ich prezentacji). A gdy fotograf przesłał gotowe zdjęcia, ramię w ramię siedziałyśmy przy laptopie i mozolnie opracowywałyśmy maksymalnie zrozumiałe omówienia. Z kolei przy rysie historycznym prowadziłyśmy luźne rozmowy o dziejach baletu. Aneta pomagała mi uporządkować moją wiedzę, zaglądałyśmy do różnych źródeł i ustalałyśmy, jakie elementy powinnyśmy tu zawrzeć: od menuetów na dworze Ludwika XIV, przez reformę Noverre’a, po rewolucję Marty Graham. Podobnie było z omówieniami baletów, uformowałyśmy kółko dyskusyjne. A listę tytułów dobrałyśmy tak, by pokazać przekrój, zarówno balety z żelaznego klasycznego repertuaru – jak Jezioro łabędzie, jak i te współczesne, w przełomowych choreografiach Jiří Kyliána czy Williama Forsythe’a. 

W końcu postawiłyśmy ostatnią kropkę… ale to wcale nie oznaczało zakończenia pracy. Szczególnie dla mnie – bo w tym przypadku jestem nie tylko współautorką, lecz także pracowniczką wydawnictwa. Zatem jestem zaangażowana w to, co się dzieje aż po wysłanie książki do druku. Nie ma taryfy ulgowej – chociaż sama piszę i redaguję, również moje teksty muszą wpierw trafić do redaktora językowego. Redaktor jest jak szlifierz, tyle że nie pracuje z cennymi kamieniami, a słowami. Poprawia potknięcia językowe, wyłapuje nielogiczności i niekonsekwencje, sprawdza różne podane informacje (na przykład zapis nazwisk, daty) oraz masę rozmaitych drobiazgów, z których zwykły czytelnik nawet nie zdaje sobie sprawy. Zredagowany tekst wraca do autora, a gdy poprawki są już zaakceptowane, można przystępować do projektowania layoutu oraz składu – nadania plikom tekstowym i materiałom ilustracyjnym formy książki. Naszą (łącznie z okładką) zaprojektowała Marta Krzemień-Ojak, a proces koordynowała niezastąpiona Kasia. Graficzka dostała wraz z tekstem wiele zdjęć. Część to były znane Wam zjawiskowe fotografie Ewy Krasuckiej ze spektakli Teatru Wielkiego-Opery Narodowej, część – różne sesje Anety. Potrzebne były również ilustracje z agencji fotograficznych – choćby do części historycznej. Oj, pamiętam te długie godziny wertowania przepastnych agencyjnych zasobów, ale dzięki temu nasi czytelnicy i czytelniczki mogą „zobaczyć” Bronisławę Niżyńską czy Annę Pawłową. Do zdjęć, które ostatecznie trafiły do książki, trzeba było przygotować podpisy – niby drobiazg, ale też żmudna robota. 

Graficzka przedstawiła Kasi kilka propozycji layoutu (a potem też okładki), aż w końcu powstały ostateczne i zaakceptowane wersje. Pierwszy skład też przechodził jeszcze metamorfozy, a gdy wreszcie był gotowy, można było przystąpić do korekt. Jest ich więcej niż jedna – różne osoby czytają tekst i zaznaczają na nim poprawki. Im więcej par oczu, tym lepiej. A i tak zwykle się przekradnie jakaś podstępna literówka czy inna psota chochlika drukarskiego. 

Poza zwykłymi korektami w naszym przypadku miała też miejsce konsultacja merytoryczna, a więc bardzo mądra osoba przeczytała książkę, by wyłapać ewentualne potknięcia faktograficzne, które wymęczonym wielokrotną lekturą autorkom już umykały (jeszcze raz dziękujemy, pani Katarzyno!). A na głowie redaktor prowadzącej pozostał ogrom papierkowej roboty związanej z różnymi formalnościami oraz dziesiątki wiadomości do różnych osób i instytucji. W końcu pliki mogły trafić do druku… Potem, jak wiecie, nie obyło się bez perypetii, bo z powodu pandemii kwietniowa premiera przesunęła się na jesień. Cały pachnący farbą drukarską nakład prosto z drukarni wylądował na kwarantannie. Teraz trafia do księgarń, gdy pracę wznawiają teatry…

Nie wymieniłam tu wszystkich, którzy brali czy biorą udział w pracach (w tym na przykład osób z działu promocji i działu praw albo dbających o dystrybucję), bo omawianie mogłoby puchnąć w nieskończoność. Ale widzicie, że powstawanie książek to zupełnie jak tworzenie spektakli praca wybitnie zespołowa, w której każdy ma swoje zadanie i efekt końcowy wynika ze wspólnego wysiłku. 

A po tym, jak spędziłam z Anetą tyle czasu, mogę Wam potwierdzić, że baletnice jedzą (nawet bagietki z dżemem!), a do tego zdarza im się słodzić herbatę. Nie są też chyba wcale takie okropne, skoro tyle czasu minęło od zakończenia pracy nad książką, a my się nadal kumplujemy. Zdradzę też, że choć na naszych spotkaniach roboczych byłyśmy bardzo zdyscyplinowane i starałyśmy unikać dygresji, zdarzało się, że jednak zdryfowałyśmy w rozmowie. Ciekawi Was, jaki to niezwykle poważny temat może połączyć tancerkę baletu i panią z wydawnictwa? Otóż… filmy z uniwersum Marvela i Gwiezdne wojny.

Joanna Kończak

Książka ma swoją premierę 2 września 🙂 mogę Wam zdradzić, że w środowe popołudnie wybieram się do Empiku w Arkadii 🙂 To nie żadne spotkanie autorskie, o takim będziemy Was ewentualnie informować, ale jakbyście chcieli żebym się podpisała na Waszym egzemplarzu to wiecie, gdzie mnie szukać 😉

Odżywianie i dieta tancerza

Komu kawałek tortu?
„Ty możesz jeść słodycze??” No a w sumie czemu mam nie móc?

Mit o drakońskich dietach wśród tancerek baletu jest wiecznie żywy… Bo jesteśmy szczupłe, niektóre z nas są CHUDE. Czy nie jemy?? Jeśli mam być zupełnie szczera to na przestrzeni tych kilkunastu lat, jak już pracuję zawodowo, na palcach jednej ręki mogę policzyć przypadki, gdzie faktycznie moje koleżanki odmawiały sobie jedzenia… ale nie trwało to długo. To zwyczajnie nie pomaga w naszej pracy. Żeby tańczyć trzeba mieć siłę, zwłaszcza do tak ciężkich treningów jak lekcja tańca klasycznego czy kilkugodzinnych prób do wielu baletów.

Sama kiedyś stosowałam jakieś diety, chociaż wcale nie musiałam. No ale tak było… byłam młoda i SAMA uważałam, że przecież mogę jeszcze schudnąć. Przy wzroście 172 cm ważylam 48 kg, nie miałam siły, wiecznie chodziłam zmęczona. Na szczęście w miarę szybko uświadomiłam sobie, że „im chudsza tym lepiej” wcale w balecie NIE JEST prawdą. Baletnice muszą być przede wszystkim silne. Mogę napisać, że to, że wyglądamy jakbyśmy nie jadły wynika z tego, że wszystko co zjemy spalamy podczas treningów, czasem nawet bilans kaloryczny jest ujemny.

Ważna rola dietetyka

Wiele razy Wam pisałam, że nasze figury wynikają z takiej a nie innej estetyki samego tańca klasycznego, a ta jest konsekwencją wielu różnych czynników (pisałam o tym we wpisie „Czy baletnice jedzą czekoladę?”). Nauczyciele też powinni odpowiedzialnie zwracać uwagę, gdy zauważą problem u swojej uczennicy. Ja osobiście uważam, że pierwszą osobą, do której mam się zwrócić w tej kwestii jest rodzic dziecka. Następnie należy skonsultować tę kwestię z dietetykiem.

Pytaliście mnie, czy w Polskim Balecie Narodowym mamy możliwość konsultacji z dietetykiem. Tak! Raz w miesiącu ma u nas swoje dyżury dietetyk Milena Nosek. Milena specjalizuje się w problematyce żywienia tancerzy, wydała także ebook „Tutu. Poradnik Żywienia Tancerza”. To naprawdę wartościowa pozycja, która zawiera dużo interesujących Was szczegółów. Między innymi przeczytacie w niej o mikroskładnikach i ich istotnej roli w diecie każdego, świadomego tancerza.

Dieta i trening

Co jeść i kiedy – okołotreningowo, zasada BMH

Przed znacznym wysiłkiem fizycznym – produkty węglowodanowe z kolumny Bas, indukujące niewielki wzrost stężenia glukozy we krwi, a tym samym powolne i dłuższe nasycenie. Z kolei podczas trwania treningu, jak i po nim należy wybrać produkt lub płyn z grupy Moyenne – umiarkowanie szybko wznoszące stężenie glukozy lub Haut – produkty z tej grupy szybko dają nasycenie, ale nie na długo. Zwalczają pierwszy głód.

Bas pomidor, gruszka, jeżyny, jabłka, śliwki, maliny, ryby, jajo, awokado, kalafior, migdały, orzechy, amarantus, komosa ryżowa, szparagi, zielona soczewica, syrop klonowy, oliwki.

Moyenne kasza gryczana, kuskus, makaron z durum, owies, ryż basmati, chleb żytni,
ananas, kokos, kamut, batat, żurawina, kiwi, mango, winogrono, suszone morele,
suszone figi, kaki, bób.

Haut pszenne pieczywo, biszkopt, sucharek, kasza manna, kasza jaglana, kasza
jęczmienna, papaja, banan, melon, arbuz, burak, dynia, gotowana marchew, tapioka,
rodzynki, suszone daktyle, wafle ryżowe, ziemniaki, miód, syrop klonowy.

Pytaliście mnie na Instagramie czy zwracam uwagę na to, co jem. Czy więcej białka, czy węglowodanów? Czy jem tłuszcze, czy raczej unikam?

Ja jem wszystko, ale moja dieta jest przede wszystkim zrównoważona. Na śniadanie zawsze wybieram posiłki bogate w węglowodany, które zapewniają uwalnianie energii do organizmu. W mojej diecie istotną rolę odgrywa białko. Jest ono niezbędne dla prawidłowej regeneracji zmęczonych mięśni. Tym bardziej jest ważne spożywane po wysiłku w celu uzupełnienia wydalonych w czasie spalania mikroelementów. Do tego celu najlepiej spożyć białko serwatkowe. Pytaliście o odżywki białkowe- wiem, że niektórzy moi koledzy i koleżanki spożywają różnego rodzaju koktajle białkowe i uważam, że jak najbardziej jest to wskazane, ale preferencje są indywidualne.

Czy to co jemy ma wpływ na podatność na kontuzje?

Oczywiście. Przede wszystkim odpowiednio zbilansowana dieta i prawidłowy dobór wszystkich składników diety przeciwdziała procesom zapalnym. Ze wszelkiego rodzaju zapaleń stawów bardzo łatwa i szybka droga do niechcianych kontuzji.

Wysiłek o charakterze wytrzymałościowym, jak taniec klasyczny, stymuluje aktywność enzymatyczną kompleksu utleniającego niektóre aminokwasy: leucynę, izoleucynę i walinę, stąd wzrost zapotrzebowania na białko. Poza tym, makroskładnik ten stanowi podstawowy budulec włókien mięśniowych narażonych przecież na mikrouszkodzenia. Spełnia ono jeszcze takie funkcje jak : wspomaganie powstawania hormonów, utrzymywanie równowagi kwasowo-zasadowej i bilansu wodnego, uczestniczą w syntezie ciał odpornościowych, które wzmacniają i chronią organizm przed działaniem drobnoustrojów, są budulcem nowych tkanek, materiałem uzupełniającym stare. W organizmie zajmują 75% miejsca w tkankach. Spożycie  białka na odpowiednim poziomie jest w większości możliwe dzięki wprowadzeniu do diety jego dobrych źródeł: jaj (białko wzorcowe), najkorzystniej z chowu niosek ekologicznego, chudy drób zagrodowy – lepiej indyk, niż kurczak, wysokiej jakości mięso wołowe, a także królicze (niealergizujące). Doskonałym źródłem białka są także ryby – najkorzystniej morskie, dostarczające oprócz białka, także niezwykle istotnych tłuszczów.

Aplikacje pomagające w prawidłowej diecie

Ja niestety… nie korzystam. Ale nie dlatego, że uważam, że jest to niepotrzebne. Po prostu z natury jestem osobą, która nie potrafi planować w zautomatyzowany sposób. Nie mam i nigdy nie miałam nawet zwykłego kalendarza, z którego na bieżąco bym korzystała. Wiem, że na pewno moja jedna koleżanka z takiej korzysta, ale nie jest to bardzo popularne narzędzie. W zdecydowanej większości odżywiamy się wg własnych potrzeb, zdrowo, a owoce i warzywa zajmują najważniejsze miejsce w diecie. Wiele osób to wegetarianie. W przypadku diety wegetariańskiej konieczny jest substytut białka zwierzęcego wprowadzony bogato do codziennej diety.

Jak planuję posiłki to robię to z małym wyprzedzeniem czasu. Ponadto, jem to na co mam ochotę i co podpowiada mi mój organizm. Gdy mam dużo ciężkich spektakli pod rząd, to po całym maratonie najczęściej jem bardzo obfity i bardzo kaloryczny posiłek, np. pizzę z podwójnym serem. I naprawdę nie liczę tych kalorii. Po prostu wiem, że muszę dać organizmowi jakąś nadwyżkę energii, abym znowu była gotowa do wysiłku fizycznego.

Teraz, gdy zostałam mamą i Włodek ma rozszerzanie diety zwracam o wiele więcej uwagi na jakość spożywanych przez nas produktów. Gotuję zdrowo, mało smażę, zdecydowanie bardziej wolę potrawy pieczone. Niemniej, w dalszym ciągu nie liczę każdej kalorii.

Prawdopodobnie niektórzy z Was się dziwią, a inni może są zawiedzeni… Ale ja po prostu nie czuję potrzeby planowania posiłków z pomocą aplikacji obliczających kalorie.

„Ona jest za chuda! Na pewno się głodzi!”
A znasz ją? Wiesz, że ćwiczy 7 godzin dziennie? Wiesz, że tak po prostu wygląda, bo takie odziedziczyła geny?

Dieta dla każdej tancerki, tancerza powinna być dostosowana do jej, jego personalnych potrzeb. Oczywistym powinno być, że „cudowne” sposoby opisywane w prasie czy w Internecie rzeczywiście na początku szybko mogą przynieść oczekiwany efekt, jednak po zakończeniu takiej kuracji masa ciała szybko wraca do stanu pierwotnego lub nawet może wzrosnąć.

Błędem jest również stosowanie monodiet, czyli opartych o jedną grupę składników odżywczych lub produktów, np. białkowa, jabłkowa i tak dalej. Organizm poddany takiemu działaniu szybko zapamiętuje braki i kiedy tylko dostarczy mu się pokarm z innej grupy, którego przez długi czas brakowało, reakcją będzie przyswojenie jak największej ilości i wartości odżywczych, co z kolei prowadzi do nadmiernego gromadzenia nie tylko tych dobrych, ale niekorzystnych także.

Ostatnio na jednym blogu przeczytałam pod komentarzem czytelniczki (która napisała, że przy wzroście 160 waży 45 kilo) że to „wybitna niedowaga” i jak można tak nieodpowiedzialnie coś takiego promować. Tymczasem dziewczyna, które tyle waży (sama później to napisała) całe życie tak wygląda. Je zawsze dużo, że to kwestie genetyczne i zdrowotne (problemy z tarczycą i stała kontrola lekarska)… Podobne komentarze czytałam na Instagramie, ze dziewczyna wstydziła się tego, ze jest PO PROSTU chuda, przezywano ją w szkole „szkielet” itd. Chodziła pół życia w za dużych bluzach, bo uważała, że jej ciało, które tak wyglądało z przyczyn tylko i wyłącznie genetycznych to coś złego…

Nie zawsze nasz wygląd jest wynikiem diety, którą celowo wprowadzamy do swojej codzienności, by schudnąć

Czy to jest wina tych dziewczyn? Czy to ich wina, że po prostu z natury są szczupłe, ale wiedzą, że są zdrowe i prowadzą szczęśliwe życie? Pamiętajcie, podobnie jak do osób z nadwagą niestosowne są komentarze w kierunku ich wagi, tak samo działa to w drugą stronę. NIGDY nie wiemy jaki ta osoba może mieć stosunek do swojego ciała i czy nasze komentarze właśnie typu „co za wybitna niedowaga!” nie przyczynią się do czegoś złego! Bądźmy odpowiedzialni.

Zmagam się z hashimoto, moje bmi jest zawsze za niskie a przy tym wszystkim mam całe życie za wysoki cholesterol. Każdy, kto się o tym dowiaduje mówi „To niemożliwe”. A jednak… dlatego NIE WOLNO nam oceniać innych w sposób tak lekceważący. Piszę o tym, bo nie raz spotkałam się ze stwierdzeniem rozmówcy „matko kochana, Ty masz anoreksję, musisz się leczyć!” Kiedyś w autobusie patrzył na mnie starszy pan i na cały regulator krzyknął „Jezu, ale chuda”. No i co ja mam zrobić? 😉

To bardzo złożony temat

Na kwestię żywienia wśród tancerzy ma wpływ bardzo wiele czynników. Ale tancerze to grupa zawodowa złożona z ludzi. Ludzi o różnych usposobieniach, charakterach, podatności genetycznej… Piszę o tym dlatego, że tak naprawdę w każdym środowisku możemy spotkać się z problemem zaburzeń odżywiania. Oczywiście, presja odpowiedniego wyglądu w tańcu klasycznym na pewno nie wpływa korzystnie na osoby, które walczą o zmniejszenie masy ciała. Ale dlatego w takich przypadkach konieczne jest odpowiednie i przede wszystkim zdrowe podejście do tematu odżywiania i diety. Od tego właśnie mamy dietetyka.

W szkole baletowej również zatrudnieni są dietetycy. Każda klasa ma warsztaty z dietetykiem, na których młodzież uczy się przygotowywać dania bogate w zróżnicowane składniki spożywcze.

Bo żeby tańczyć, trzeba jeść. 

Cytaty zaznaczone w tekście pochodzą z e-booka „Tutu. Poradnik Żywienia Tancerza” autorstwa Mileny Nosek.

MIŁEGO DNIA!!
SIMPLE.DANCER