Chciałabym w dzisiejszym wpisie poruszyć temat w Polsce kontrowersyjny- opieka okołoporodowa. Niemniej wydaje mi się,  że warto o tym mówić.

Opieka okołoporodowa

Przed porodem bałam się miliona rzeczy. Włącznie z tym, że umrę i nigdy nie poznam mojego synka. Postanowiłam sobie już na początku ciąży, że nie będę czytać żadnych artykułów, a tym bardziej internetowych dyskusji mam… ale jak to w życiu,  chcąc nie chcąc trafiałam na jakieś budzące trwogę nagłówki. Staralam się mimo wszystko podchodzić do wszystkiego “trzeźwo”. Zależało mi na tym, aby czuć się komfortowo. A do tego nie są potrzebne luksusy, a profesjonalna opieka medyczna.

Wybór szpitala

Dla mnie był oczywisty- chciałam rodzić tam, gdzie dyżury ma mój lekarz prowadzący. Moja Pani doktor jest naprawdę wspaniała. Ciepła, pełna empatii, cierpliwa i bardzo wyrozumiała. Jeśli poszukujecie sprawdzonego lekarza ginekologa chętnie się podzielę kontaktem poprzez wiadomość prywatną.

Padło na Międzyleski Szpital Specjalistyczny. Pierwszym zdaniem, które wypowiada tu każda położna i lekarz po zapytaniu “czy rodzi pani u nas?” jest “tu nie ma znieczulenia”. I zapewne dla wielu z Was będzie to nie do pomyślenia, bo obecnie znieczulenie powinno dawać się na żądanie pacjentki bezdyskusyjnie. Ja jednak nie przywiązalam do tego dużej wagi- od początku planowałam rodzić bez znieczulenia.

Pierwszy kontakt ze “swoim szpitalem” miałam już w styczniu- trafiłam na oddział patologii ciąży w związku z kolką nerkową. Miałam możliwość poznania lekarzy oraz położnych. I..  byłam zaskoczona. Z tylu głowy miałam te wszystkie ponure opowieści. Pacjentki, które leżały ze mną na sali miały już przynajmniej jeden poród za sobą. O opiece w tym szpitalu każda wypowiadała się pozytywnie. Wszystkie położne odnosiły się do pacjentek z szacunkiem i zrozumieniem. Pomimo, iż sam wygląd szpitala nie jest wybitnie nowoczesny (nie oszukujmy się- trąci tam PRLem 😛 ale podobno zbliża się remont) to jest czysto i nawet całkiem wygodnie. Jedynie łazienki wymagają zdecydowanej poprawy.

Kilkudniowy pobyt w szpitalu utwierdził mnie w przekonaniu, że to tam właśnie chcę rodzić.

Kilka dni temu trafiłam w internecie na ankietę przygotowaną przez fundację Rodzić po ludzku, w której poruszana jest dokładnie ta tematyka- opieka okołoporodowa. Oczywiście ją wypełniłam. Chciałabym, aby przynajmniej częściowo wyglądało to tak, jak w Miedzylesiu. Pomijając zupełnie moje wspomnienia związane z fizjologią porodu, które nie są najlepsze… to naprawdę życzę każdej kobiecie takiej położnej, jaką miałam. Z żadną położną nie miałam specjalnego przygotowania (jedynie chodziliśmy do szkoły rodzenia) przed porodem, więc na salę porodową szłam zupełnie “carte blanche”.

Poród

Zanim trafiłam na salę porodową wspominałam, że chcę, aby przy porodzie był obecny mój mąż. Skierowano mnie do sali porodów rodzinnych. Ostatecznie była ze mną również moja mama- nikt nie robil żadnych problemów, nikt nic nie komentował. Badania miałam robione regularnie co godzinę, KTG było podłączone prawie cały czas, aby monitorować serduszko malucha.

Położna wręcz zachęcała mnie do krzyczenia jeśli uznam, że potrzebuję, pozwoliła mówić do siebie po imieniu i zwracała się do mnie za każdym razem “pani Anetko”. Zachęcała mnie do korzystania z wanny, piłek czy gazu rozweselajacego. W efekcie nic w sumie nie pomagało, chociaż położna dwoiła się i troiła żeby mi w jakiś sposób ulżyć.

Gdy zaczęłam mdleć i wymiotować, a poród nie postępował, lekarz zasugerował cięcie cesarskie. Zostałam o wszystkim poinformowana i powiadomiona, że przyjdzie do mnie anastezjolog. On również wszystko mi wytłumaczył- przede wszystkim objaśnił na czym polega znieczulenie w kręgosłup i dał do zrozumienia, że jest to najbezpieczniejsza forma znieczulenia. Dostałam do wypełnienia formularz przed operacją oraz wszelkie zgody do podpisania. Nic nie odbyło się bez mojej wiedzy czy zgody.

Po zabiegu

Po wykonaniu zabiegu widziałam jak lekarze badają dzidziusia- miałam ich stanowisko w zasięgu wzroku. Gdy zakończono badanie i stwierdzono, że maleństwo jest zdrowe, przyłożyli mi synka do twarzy. Następnie przez dwie godziny mój mąż trzymał naszego synka na rękach- podczas gdy ja dochodziłam do siebie w sali pooperacyjnej. Później przynieśli mi małego na karmienie, był ze mną od tamtej pory cały czas.

Po 12 godzinach od operacji położna poprosiła mnie o wstanie, abym przygotowała się do przeniesienia do sali poporodowej. Pomogła mi w umyciu się. Nie poganiała mnie, podawała potrzebne mi rzeczy, niczego nie komentowała choć ledwo mogłam się ruszać. Po przewiezieniu do sali, synek był cały czas ze mną.

Zarówno w sali pooperacyjnej jak i poporodowej podawano mi leki przeciwbólowe ilekroć o nie poprosiłam.

Opieka nad noworodkiem

O wszystkich badaniach, szczepieniach, pobieraniu krwi byłam informowana. Mogłam sama z maleństwem podejść na oddział neonatologiczny (znajdujący się na tym samym korytarzu) lub panie same zabierały maleństwo. Ponieważ następnego dnia po cięciu ledwo mogłam sie ruszać to było to dla mnie rozwiązanie bardzo korzystne. Położne pomagały mi w przystawianiu malucha do piersi, choć na szczęście synek nie miał problemów z prawidłowym ssaniem.

Do domu zostaliśmy wypuszczeni po 48h za zgodą zarówno lekarza ginekologa, jak i pediatry.

Jakie są Wasze doświadczenia? Ja naprawdę byłam bardzo pozytywnie zaskoczona. Mój poród nie potoczył się tak, jakbym tego chciała, ale lekarze nie mogli przecież tego przewidzieć. A ja w końcu pogodziłam się z samą sobą, że nie udało mi się urodzić naturalnie.

Poznajecie dekoracje? 😉 Wózek Mutsy Evo ze sklepu Muppetshop

MIŁEGO DNIA!
SIMPLE.DANCER

6 komentarzy

  1. Jak dobrze, że miałaś szczęście do takiej opieki… Gdy ja przeżywałam swój pierwszy poród – też narodziny synka 😉 – wyglądało to inaczej… To było co prawda kilka lat temu (rok 2012), ale pamiętam, że jak syknęłam z bólu przy skurczu podczas badania dopochwowego, położna okrzyczała mnie hasłem: “Ałałać to sobie pani może, jak będzie naprawdę bolało.” A ja ani nie krzyczałam, ani nic – tylko syknęłam i rzuciłam ciche “Ała…” (Bo, nie czarujmy się, nie było to przyjemne badanie.) Sam poród – też przez cc, też z uwagi na brak postępu w trakcie rodzenia siłami natury – wspominam dobrze, opiekę młodziutkiej położnej 12h po zabiegu także – była do ręki przyłóż, pomogła wstać, zabrała moją torbę, żebym to ja nie musiała jej dźwigać. Ale potem? Od kiedy zostałam przeniesiona do normalnej sali poporodowej zwlekano z podawaniem mi leków przeciwbólowych (prosiłam o nie kilka razy, dostałam po 4h, jeszcze z uwagami położnej pod nosem, że nie umiem być cierpliwa, że przecież mi niosą – uhm… 4h!), musiałam stać godzinę na korytarzu w kolejce do badania maleństwa – prawie nie zasłabłam, bo była jedna ławka na nas wszystkie… Musiałam w końcu przeprosić jakąś inną mamę świeżo po porodzie o zwolnienie dla mnie miejsca, bo nie wytrzymam… Dokarmiano mi synka mlekiem modyfikowanym bez mojej wiedzy, a przy wypisie zaznaczono, że było karmienie w całości naturalne… Ech… 🙁 Przy córci (2016 rok) było już lepiej – ale wybrałam wtedy też inny szpital, choć nie obywało się bez wpadek personelu: o mały włos, na przykład, nie połknęłam antybiotyku, jaki przygotowano dla innej pacjentki – bo podano go mnie, ale byłam na tyle trzeźwa czy świadoma, że wypytywałam o wszystko, co mi podawano.

    Cóż… Trzymajmy kciuki, żeby z roku na rok było coraz lepiej, żeby położne miały dużo empatii i żeby każda świeża mama mogła dobrze wspominać pobyt w szpitalu…
    Cieszę się, że u Was tak było! :*

    • Simple Dancer Odpowiedz

      Właśnie zapomniałam we wpisie wspomnieć, że bardzo znaczącym dla mnie byl fakt, że w Miedzylesiu za każdym razem jak tam byłam (jeździłam tam również czasem na konsultację) to na oddziale była garstka kobiet. Podejrzewam, że to także ma duże znaczenie. Jak ja urodziłam Wlodka to na oddziale położniczym były łącznie… 4 noworodki. Cisza i spokój tak naprawdę.

  2. Ja rodziłam przez planowe cc w Medicover. Operacja, lekarze i opieka super. Czułam się bardzo dobrze, połóg tez bez problemów. A położne, również laktacyjne, przychodzą mówiąc brzydko na każde zawołanie 🙂 polecam baaardzo
    Ps. Nie chce się wierzyć ze są jeszcze szpitale które programowo odmawiają znieczulenia… nie bo nie? szok. Ale przynajmniej informują o tym pacjentki zawczasu

  3. Ja rodziłam w Szpitalu Praskim w listopadzie 2018. Poród wspominam bardzo dobrze. Warunki rewelacyjne, opieka super. Uważam, że to dzięki wsparciu położonych i lekarzy udało mi się urodzić bardzo szybko. Czułam się dobrze, atmosfera była luźna i przyjemna. Każdy, kto pyta o to jak wspominam poród dziwi się jak słyszy moją odpowiedź 🙂

  4. Jestem na blogu już po raz kolejny i jestem pod wrażeniem ! A już szczególnie teraz kiedy sama oczekuję małej dziewczynki i cesarskiego cięcia 🙂 Z pewnością będę zaglądać
    Pozdrawiam
    Dominika

  5. Jestem na blogu już po raz kolejny i jestem pod wrażeniem ! A już szczególnie teraz kiedy sama oczekuję małej dziewczynki i cesarskiego cięcia 🙂 Z pewnością i przyjemnością będę zaglądać.

Napisz komentarz