To był z pewnością bardzo ciekawy miesiąc… euforia związana z premierą, zmieszana ze stresem i zmęczeniem, widmo bardzo ciężkich spektakli pod koniec miesiąca i stanowcze NIE ze strony mojego ciała. Listopad był tak intensywny, że nie zdarzył mi się ani jeden wieczór, który spędziłabym poza domem lub poza sceną.

10 listopada odbyła się premiera wieczoru baletowego Balety polskie. Podczas wieczoru zostały zaprezentowane kolejno nowe dzieła Roberta Bondary do muzyki Morawskiego, Jacka Tyskiego do Tansmana oraz Jacka Przybyłowicza do Szymanowskiego. W moim odczuciu to przedstawienie trudne, głównie ze względu na muzykę- wymienieni kompozytorzy tworzyli m.in. w okresie 20lecia międzywojennego. Choreograficznie bardzo różnorodne, przez co na pewno cały wieczór dla widza pozostawał urozmaicony. Jednymi z najważniejszych aspektów wszystkich trzech choreografii (Świtezianka, Na pięciolinii, II Koncert skrzypcowy) były ciekawe, niemalże awangardowe scenografie, przez co poszczególne antrakty trwały dość długo- zmiana dekoracji wymaga czasu.

Premierowa obsada “Świtezianki” z choreografem Robertem Bondarą oraz scenografem Julią Skrzynecką
II Koncert skrzypcowy

Zaraz po premierze rozpoczęliśmy przygotowania do kolejnych spektakli: Chopiniana/Bolero/Chroma oraz Jezioro łabędzie. Podczas prób bardzo zaczął mi doskwierać ból prawej nogi oraz pleców… o tym, co stało się później mogliście przeczytać tutaj. Potem kolejne wizyty u lekarza, na badaniach… to był dla mnie bardzo trudny czas, ale dzięki Wam udało mi się go przetrwać! Myśl o spotkaniu z Wami dodawała mi otuchy. Jeszcze raz bardzo dziękuję wszystkim, którzy dotarli, było naprawdę wspaniale. Dziękuję również organizatorom i klubokawiarni Przystanek Miłość za pomysł na spotkanie i cały cykl Z baletem od kulis!

Obecnie jestem już w trakcie leczenia płytkopochodnymi czynnikami wzrostu oraz specjalnym preparatem, którego zadaniem jest przyspieszyć cały proces regeneracji ścięgna. Jestem dobrej myśli! Po raz kolejny przekonałam się, że życie ma dla nas swoje własne plany. Ktoś napisał mi, że tak musiało być, bo być może coś po drodze miało się jeszcze wydarzyć i właśnie ta sytuacja ku temu zmierza? Tego jeszcze nie wiem, ale na pewno jestem dobrej i myśli i wierzę, że wkrótce wrócę na salę baletową pełna energii, optymizmu i przede wszystkim bez bólu!

MIŁEGO DNIA!

SIMPLE.DANCER

Napisz komentarz